Przejdź do głównej zawartości

życie nie jest wyłącznie czarno-białe

Stanisław Grzesiuk, Boso, ale w ostrogach


Swój honor trzeba mieć. A jak! Taką zasadę wpoił Staśkowi jego ojciec. Nic to, że mieszkali tu, w Dole. Tak nazywano także Czerniaków. Czerniaków, który nie miał w sobie tej elegancji, tego blasku i blichtru, jaki kojarzymy z szalonym i wspaniałym dwudziestoleciem międzywojennym. Bo to szalone i wspaniałe dwudziestolecie dotyczy tylko małego wycinka polskiej społeczności. Przeważała szarość... Trudy dnia codziennego, bieda, brak perspektyw... Właśnie w takim środowisku przyszedł na świat Stanisław Grzesiuk. Właśnie takie środowisko go ukształtowało. Właśnie to uratowało go później, gdy był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego.

Niezawodna ferajna to podstawa! I do pracy, i do zabawy, i do bójki!

Koledzy z ferajny. To z nimi Stasiek chodził na robotę (niekoniecznie legalną i uczciwą). To z nimi Stasiek włóczył się po melinach. To na nich mógł liczyć w trudnej sytuacji. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego! Choć czasem były odstępstwa od tej reguły. Bo gdy Stasiek rozpoczął pracę w Państwowych Zakładach Tele i Radiograficznych przy ulicy Grochowskiej był już nie byle kim. Miał stałą pracę, a co za tym idzie stałe wynagrodzenie. Wkręcił się w tę pracę! Wkręcił się na tyle, że przygotowywał się do egzaminu czeladniczego. Egzamin zdał!

Koledzy z ferajny mieli to na uwadze i gdy szykowali się na jakąś niechlubną robotę ostrzegali, żeby Stasiek trzymał się wtedy od nich z daleka. Jak idą na robotę to Staśka ma przy nich nie być. Jak idą na wódkę to jak najbardziej. Dlaczego tak? Ano dlatego, że doskonale zdawali sobie sprawę, że Stasiek ma za dużo do stracenia. Nie to co oni. Oni są już po wyrokach. Nie mają szans na normalne zatrudnienie. Aby przeżyć, muszą dalej kraść...

Praca dawała mu nieco większe możliwości. Dawała mu stałe wynagrodzenie, dawała mu możliwość nauki zawodu, dawała mu możliwość poznania innego świata. Z jednej strony byli to inni pracownicy fizyczni wywodzący się z różnych środowisk, z drugiej zaś pracownicy administracyjni. Byli to dyrektorzy i zarządzający. Byli to też studenci, którzy do zakładu byli kierowani na praktykę. Z takim jednym Stasiek dość blisko się zaprzyjaźnił. I znowu niby zderzenie dwóch światów. Choćby kwestia śniadania, które przynosili ze sobą do pracy... Ale największym zaskoczeniem były dla Staśka odwiedziny w domu jego brygadzisty, który sprawował nad nim pieczę. Niby też zwykły pracownik, a w domu... zupełnie inaczej. Stasiek był zszokowany wręcz, że tak można... Wtedy postanowił. Też tak chce! Od tej pory ma zupełnie inną motywację.

Odpowiedzialność. Tak, to pojęcie nie było mu obce. Zawsze był za kogoś odpowiedzialny. Za kolegów z ferajny. Za matkę i siostrę, gdy zabrakło ojca. Za słabszych. Za kolegów, których wprowadzał do towarzystwa... To był jego kodeks moralny, którym kierował się zawsze, niezależnie od czasów i miejsca, w którym przyszło mu żyć.

Humor! Nie opuszczał go nigdy. Nawet wtedy, gdy było bardzo źle! Może właśnie ten humor pozwolił mu przetrwać nawet najgorszy czas? Bo Stasiek miał jeden cel. On tak cholernie chciał żyć! Chciał śmiać się i śpiewać na całe gardło. Chciał iść najzwyczajniej w świecie do roboty i żyć. Po prostu żyć!

Wojna! A jednak wybuchła. Po klęsce wrześniowej Stasiek wrócił do stolicy. Trzeba coś robić! Organizacja? Tak! Trochę śmieszyła go ta cała organizacja, to składanie przysięgi i tak dalej... Ale gdy miał do wykonania konkretną robotę, to ją robił. Szybko okazało się, że nie do wszystkich zadań się nadaje. Łazić za kimś dzień i noc i składać meldunki? To nie dla niego! Obić komuś mordę czy zorganizować broń? Jak najbardziej! Każdy walczył jak umiał!

Łapanka! Wpadł podczas łapanki, choć i tak pętla wokół jego szyi powoli zaczęła zacieśniać się nieco wcześniej. Niestety, ulokował swoje uczucia w nieodpowiedniej kobiecie. Gdy wyszło szydło z worka owa kobieta stała się dla niego bardzo niebezpieczna. Nie miała żadnych skrupułów przed donosami na Gestapo. Nie interesowało jej to, że tym samym wyda na Staśka wyrok śmierci. On już nic dla niej nie znaczy, bo nie zdoła wykorzystać go do swoich celów...

Kacet! Zaczyna się pięć długich lat.... Ale o tym w kolejnej części.

"Boso, ale w ostrogach" to barwna gawęda o życiu prostego chłopaka z czerniakowskiej ferajny. Miał swój kodeks honorowy, którym kierował się w życiu. Miał swoje marzenia i pragnienia. Szukał swojego miejsca na tej ziemi. Chciał prowadzić spokojne życie. Chciał był najedzony, chciał być przyzwoicie ubrany, chciał się bawić i śmiać. Chciał być po prostu szczęśliwy i spełniony. Chciał wyrwać się z biedy. Gdy światełko w tunelu zaczęło migotać, otrzymał kolejny cios od losu. W latach swojej najwspanialszej młodości został uwięziony w piekle na ziemi...

Nie, nie pochwalam przemocy czy kradzieży. I zdaję sobie sprawę, że w pełni czystego sumienia Stasiek nie miał, ale... Ale ma w sobie coś takiego, co przyciąga. Co sprawia, że chce się poznać historię tego człowieka. Co sprawia, że nie sposób go nie lubić.

Jego wspomnienia to doskonała okazja, aby uświadomić sobie (może po raz kolejny), że życie nie jest wyłącznie czarno-białe, a za każdym człowiekiem zawsze stoi jakaś historia. Nie zawsze piękna. Nie zawsze chlubna. Ale to jego historia!

Komentarze

  1. Poszukam wydania papierowego Monika Olga. Do audiobooków jeszcze nie mogę się przekonać - mam jeden - Katarzyny Miller nie bój się życia. Wczoraj udało mi sie przeczytać Zafona "Światła września". Pozdrawiam po zabieganym poranku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W wydaniu papierowym mam "Pięć lat kacetu". W jakimś antykwariacie kiedyś znalazłam.
      Tej powieści Zafona jeszcze nie znam!

      Usuń
  2. Czytałam kiedyś fragmenty i bardzo mi się podobały, więc chcę poznać całość.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam o tej książce wcześniej, ale teraz będę ją mieć na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaka piękna i mądra puenta Twojej recenzji. Zachęciłas mnie do lektury.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ochhh, wydaje mi się, że lektura recenzji (ciekawie napisanej!) w zupełności mi wystarczy!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nie tylko widmo wojny okazało się zagrożeniem...

Lucyna Olejniczak, Kobiety z ulicy Grodzkiej. Matylda Matylda. To ona jest bohaterką trzeciego tomu. Córka Wiktorii i Pascala, choć to on, Antoni był dla niej prawdziwym ojcem. Wychowywał ją. Dbał o jej wykształcenie. Dbał o jej szczęście. Tak. Matylda była zdecydowanie jego oczkiem w głowie. Jakież było jej zaskoczenie, gdy dowiedziała się prawdy. I to w takich okolicznościach! Matylda. Całe życie rozpieszczana przez wszystkich wokół. Tylko matka jakby nie potrafiła okazać jej uczuć. Tylko matka wiecznie była niezadowolona z jej decyzji. Tylko matka wiecznie ją krytykowała. Z czasem Matylda zrozumiała dlaczego. Tak, żałowała, że tak późno … Marzenia. Matylda miała jedno marzenie, któremu przez całe lata pozostawała wierna. Aktorstwo! Wszystko zapowiadało się jak najlepiej. Kres niewątpliwie błyskawicznej karierze położył nieszczęśliwy wypadek. Gdy Matylda w końcu się otrząsnęła zdała sobie sprawę, że swój najlepszy czas przespała. Jednak nie poddała się tak łatwo. Tym bardziej, że w j

Mój dzień w książkach 2021

Zaczęłam dzień z "Moją kuzynką Rachelą". W drodze do pracy zobaczyłam "Milczący zamek" i przeszłam obok "Szpitala przemienienia" żeby uniknąć "Kuriera z Teheranu", ale oczywiście zatrzymałam się przy "Domu stu szeptów". W biurze szef powiedział: "Nic bez ryzyka". i zlecił mi zbadanie "Pamiętnika pani Hanki". W czasie obiadu z "Zaginioną siostrą" zauważyłam "Dziecko śniegu” pod "Czarną skrzynką". Potem wróciłam do swojego biurka "Z dala od świateł". Następnie, w drodze do domu, kupiłam "Wiedeńską grę" ponieważ mam „Ostatnie rozdanie". Przygotowując się do snu, wzięłam "Trzynastą opowieść" i uczyłam się " Zabawy w chowanego", zanim powiedziałam dobranoc "Córom ziemi".

najważniejsze, to wojnę przeżyć

Kristin Hannah, Słowik Skłamałabym, gdybym powiedziała, że porwała mnie ta powieść od pierwszego akapitu. „Słowik” to jedna z tych powieści, w których przedstawiana historia jest niezwykle ciekawa, ale sposób wykonania pozostawia wiele do życzenia. Ostateczny bilans jest jednak na plus :) Isabelle i Vianne. Siostry. Vianne, strasza, pamiętała matkę i ojca. Pamiętała, jakimi byli cudownymi rodzicami. Pamiętała ojca, który był kochany. Pamiętała, jak bardzo odmieniony wrócił z Wielkiej Wojny. To, co przeżył w okopach na froncie podczas I Wojny Światowej zrujnowało w nim wszystko, co piękne. Do domu wrócił zupełnie inny człowiek… Isabelle nie pamiętała nawet tego. Pamiętała jedynie, że po śmierci matki ojciec oddał je na wychowanie w obce ręce. Rozpoczęła się ich tułaczka po szkołach z internatem, po cudzych kątach. Vianne miała szczęście. Była w takim wieku, że szybko rozpoczęła własne, dorosłe życie. Szczęście miała tym większe, że trafiła na mężczyznę, który ją kochał i pragnął stwor