Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Burns J.

Balansował między piekłem a niebem nieustannie.

Jimmy Burns, Maradona. Ręka Boga Diego Armando Maradona. Jego życie, zarówno zawodowe, jak i prywatne pełne było sprzeczności. Balansował między piekłem a niebem nieustannie. Na wyżynach utrzymywał się raz dłużej, a raz krócej. Od dna odbijał się wielokrotnie. I o tym wszystkim napisał brytyjski dziennikarz sportowy, Jimmy Burns. Mało tego! Biografia Maradony spod jego pióra była biografią nieautoryzowaną, co zdecydowanie nie spodobało się jemu, boskiemu Diego. Czyż można było wymyślić sobie lepszą promocję? Ale od początku… Maradona przyszedł na świat w rodzinie dość … skromnej. Urodził się i wychował w slumsach. Jego rodzinny dom był domem ubogim i mało komfortowym (delikatnie mówiąc). Miał liczną i zżytą rodzinę, ale rodzinę nieustannie borykającą się z trudnościami dnia codziennego. Warunki, w jakich się wychowywał nie stwarzały najlepszej okazji do nauki czy rozwoju. Nie roztaczały też przed nim wielkich perspektyw. A jednak! A jednak dostał swoją szansę od losu i wykorzystał ją ...

Aktualnie czytam #243

Jimmy Burns, Maradona. Ręka Boga Od wydawcy: Kultowa, a jednocześnie kontrowersyjna biografia jednego z najsłynniejszych piłkarzy w historii światowego futbolu, Diego Armando Maradony. Świetnych piłkarzy było i jest wielu, ale bogiem był tylko jeden. Maradona to nie tylko genialny zawodnik, to przede wszystkim symbol i legenda. Oto strzał w samo „okienko”! Maradona. Ręka Boga to jedyna w swoim rodzaju, uznawana od wielu lat za kultową biografia Diego Armando Maradony − wirtuoza futbolu, Złotego Chłopaka, a jednocześnie człowieka z ogromnymi problemami. Od dzieciństwa w Villa Fiorito, poprzez zdobycie dla Argentyny Pucharu Świata w piłce nożnej i dwukrotnego zdobycia „Scudetto” z drużyną SSC Napoli, aż po niechlubny upadek. Choć Maradona na boisku był bogiem, to ze świętością nie miał nic wspólnego. Dokonywał cudów z piłką, ale na sumieniu miał wiele przewinień. „Są dwie osoby: Diego i Maradona. Z Diego ruszyłbym na koniec świata, ale z Maradoną nie zrobiłbym ani jednego kroku dalej. Ma...