Franz Kafka, Proces Proces, którego … nie było? Jest oskarżony. To Józef K. Trzydziestoletni kawaler. Pracownik banku. Jest oskarżenie, choć nigdy niesprecyzowane. Nigdy nie wypowiedziane na głos. Nigdy nie sformułowane na piśmie. Jest aresztowanie, a raczej powiadomienie o aresztowaniu. Bo zaaresztowany Józef K. powinien wręcz zajmować się wszystkimi swoimi obowiązkami jak dotychczas z jedną małą różnicą. Otóż ma pozostać do dyspozycji sądu. Jest wreszcie wyrok. Wykonany. „Jestem niewinny! To pomyłka!” To słowa, które wielokrotnie Józef K. wypowiada. Ale… Jak może dowieść swojej niewinności, skoro żadne zarzuty nie zostały mu postawione? I to jest absurd pierwszy. Józef K. próbuje ustalić, o co jest oskarżony. I popada w lekką paranoję. Zaczyna tracić czujność. Zaczyna popełniać błędy. Zaczyna wyolbrzymiać rzeczy mało istotne. Zaczyna gorączkowo ustalać fakty. Ale bez powodzenia. Ta sytuacja zaczyna być źródłem jego frustracji, bo … o jego sprawie wie całe miasto. Czase...
Blog o książkach, ale nie tylko.