Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą wydawnictwo Czarne

wystarczyłoby, aby skupiła się wyłącznie na tytułowej modzie

Magdalena Idem, Manekin w peniuarze. Moda w II RP Po przeczytaniu tej książki czuję ogromny niedosyt. Autorka poruszyła wiele problemów w tej niewielkiej publikacji, a każdy z nich potraktowała pobieżnie. Bardzo pobieżnie… Wolałabym, aby skupiła się na dwóch czy trzech wybranych tematach i każdy z nich rozwinęła nieco bardziej. Albo inaczej… wystarczyłoby, aby skupiła się wyłącznie na tytułowej modzie w II RP, a wszystkie poboczne tematy pozostawiła na inną publikację. Tak się nie stało. Otrzymaliśmy zatem niewielką objętościowo książkę o inspiracjach modowych, krawcach i brygadzie singerek , o prasie kobiecej, o targach mody, o balach, o kawiarniach, o higienistkach, o domach mody. A wszystko powierzchownie. Tak, ta książka może być dobrym punktem wyjścia do dalszych poszukiwań, ale… mimo wszystko nastawiłam się na więcej tematów modowych. Było jednak kilka smaczków , które zaintrygowały mnie ze względów regionalnych . Żnińska „Moja Przyjaciółka” oraz bydgoski „Wykwint i Moda” , wypi...

Aktualnie czytam #309

Magdalena Idem, Manekin w peniuarze. Moda w II RP Od wydawcy: Na targach „Młodość – wdzięk – uroda” stowarzyszenie kosmetyczek demonstruje „wzorowy gabinet kosmetyczny”. Maja Berezowska rysuje projekty kreacji, które powstaną z polskich materiałów. Zula Pogorzelska przybywa na bal gwiazd w różowej krynolinie, Vera Bobrowska w sukni-haleczce, a Ina Benita cała w kwiatach. U Hersego pokazy mody odbywają się cztery razy w roku. "Manekin w peniuarze" to pełna smakowitego szczegółu wyprawa w przeszłość i barwna opowieść o tym, skąd czerpano pomysły i na ile oryginalna była polska moda w międzywojniu. Autorka odkrywa, kto kształtował styl ówczesnych gwiazd oraz jak trendy z wybiegów i żurnali miały się do tego, co nosili obywatele II RP. Przywołuje nazwiska – dziś często już zapomniane – osób, od których zależało, co noszono w danym sezonie, ale też jak wyglądały wnętrza i styl życia. To w tym krótkim czasie między dwiema wielkimi wojnami pojawiły się zupełnie nowe fasony ubrań, a ...

Była człowiekiem pogubionym

Angelika Kuźniak, Stryjeńska. Diabli nadali Zocha. Artystka. Jej talent był niepodważalny. Zasługujący na podziw jest też fakt, że Stryjeńska była plastyczką nie bojącą się różnorodnych form. Malowała obrazy, polichromie, przygotowywała scenografie, zajmowała się sztuką użytkową, ilustrowała książki… We wszystkim była dobra. We wszystkim była doceniana. Za wszystko była solidnie wynagradzana. Do czasu… Pierwsze duże pieniądze zarobiła dość szybko. Niestety nie potrafiła ich przy sobie utrzymać. Całe swoje dorosłe życie borykała się z problemami finansowymi. Długi, długi i jeszcze raz długi. Tonęła w nich. Czasem miała nóż na gardle i podejmowała się zleceń sprzedając swoje obrazy za bezcen. Wierzyciele nie mieli litości. Nędza. Tak, otarła się o nędzę. A wszystko praktycznie na własne życzenie. Oszczędzanie?! Nie dla niej! Później miała tego żałować… Zocha. Żona. Niestety jej związki do udanych nie należały . Pierwsze małżeństwo i klapa. Drugie małżeństwo i klapa. Niezależnie od tego,...

Aktualnie słucham #28

Angelika Kuźniak, Stryjeńska. Diabli nadali Od wydawcy: Zofia Stryjeńska była malarką na śmierć i życie, budziła podziw i zawiść, zaznała wielkiej sławy i nędzy. A w tle jej życia krótka, chwiejna niepodległość, elity kulturalne międzywojennej Polski – Iwaszkiewicz, Lechoń, Tuwim, Pawlikowska-Jasnorzewska, Boy, Witkacy, a zaraz potem Hitler i Stalin. O czym rozmawiała cyganeria warszawska, krakowska, zakopiańska, paryska? Co ich łączyło z Zofią Stryjeńską? Z kim się artystka przyjaźniła? Czego się bała? Jak wyglądał jej związek z wybitnym architektem Karolem Stryjeńskim? Gdzie piła wódkę i jakie wznosiła toasty? O czym milczała? Jak na jej decyzje wpływało macierzyństwo? To tylko kilka z setek wnikliwych pytań, które zadaje Angelika Kuźniak, pozwalając nam w Zofii Stryjeńskiej zobaczyć człowieka z krwi i kości, a w jej rozterkach ponadczasowe dylematy. Wydawnictwo Czarne Czas nagrania: 11 godzin Czyta: Dorota Segda

Z życia czerpał garściami

Sylwia Frołow, Antonówki. Kobiety i Czechow Anton Czechow. Klasyk literatury rosyjskiej. Jego „Wiśniowy sad” czy „Trzy siostry” do tej pory goszczą na deskach teatrów całego świata. Jakim człowiekiem był ten wielki dramatopisarz? W swojej książce Sylwia Frołow skupiła się przede wszystkim na jego relacjach z kobietami. Bo kobiety w jego życiu zajmowały kluczową rolę. Od tych najważniejszych, po te mniej ważne. Matka, siostra, kochanki, wielbicielki. Te ostatnie zwane są antonówkami. Bezsprzecznie kobiety były dla Czechowa ogromną inspiracją. W jego dziełach niejedna z nich mogła odnaleźć siebie. Czechow przyszedł na świat w rodzinie kupieckiej. W Taganrogu. W roku 1860. Autorka świetnie zobrazowała pokrótce rok narodzin Czechowa. A więc był to rok, w którym Tołstoj wydał „Szczęście rodzinne”. Rok, w którym Dostojewski wrócił z katorgi. Rok, w którym Turgieniew publikuje ważne teksty. I on, Czechow, który dopiero się narodził. Ojciec Czechowa to despota, który nie raz podnosił rękę n...

Aktualnie czytam #249

Sylwia Frołow, Antonówki. Kobiety i Czechow Od wydawcy: Dokądkolwiek wyjeżdżał, zawsze w pierwszej kolejności odwiedzał trzy miejsca: świątynię, cmentarz i dom publiczny. Lubił prostytutki, lubił aktorki, śpiewaczki, pisarki – a uchodził za pięknego mężczyznę. Chyba żaden inny pisarz nie cieszył się tak powszechnym uwielbieniem kobiet. Większość życia spędził jednak w stanie kawalerskim, zapewniając wszystkich, a zwłaszcza ukochaną siostrę Marię (która mówiła: „Swoje życie poświęciłam bratu”), że nigdy się nie ożeni. Kiedy to zrobił – trzy lata przed śmiercią – zaprzyjaźniony Iwan Bunin uznał ten krok za samobójstwo. „Kobieta może stać się przyjacielem mężczyzny tylko w tej kolejności: z początku dobra znajoma, potem kochanka, a potem dopiero przyjaciel” – twierdził bohater „Wujaszka Wani”, doktor Michaił Astrow, a w rzeczywistości sam Czechow. Oficjalnie uznany za przyjaciela kobiet, dla tych, które go kochały, potrafił być okrutny i niesprawiedliwy. Sylwia Frołow wydobywa z cienia wi...

nie ilość, a jakość się liczy

Andrzej Stasiuk, Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna  Stereotypy. Stereotypy. Stereotypy. To jest sztuka o stereotypach . Zakorzenionych w naszych świadomościach. Do bólu prawdziwych. Bo każdy stereotyp ma swoje źródło w … prawdzie.  „Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna” to doskonałe żonglowanie wizerunkami przedstawicieli Zachodu i Wschodu. I gdzieś po środku spotykają się te dwie siły. Zatem jest to „pieśń o Kacapach, pieśń o Szkopach, pieśń o Polaczkach”. I te dwie, a nawet trzy siły żyją ze sobą w dziwacznej symbiozie . Okazuje się, że każdy każdemu jest potrzebny. I tak jedni ganiają auta z Zachodu na Wschód, a drudzy ludzkie organy ze Wschodu na Zachód. Jedni mają kapitał materialny, drudzy mają kapitał ludzki… W uproszczeniu tak można podsumować to, co autor próbuje przekazać.  Symbioza i owszem. Interesy bardziej czy mniej legalne i owszem. Ale biada wstawiać polskie serce do niemieckiego ciała! Niewyobrażalne. I nie pomaga tutaj fakt, że to po...

Aktualnie czytam #231

Andrzej Stasiuk, Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna  Od wydawcy:  Andrzej Stasiuk urodził się w 1960 roku w Warszawie. Mieszka w Beskidzie Niskim. Prozaik i eseista. Autor „Murów Hebronu”, ”Dukli”, „Opowieści galicyjskich”, ”Jadąc do Babadag” i kilku innych książek. Sztuka „Noc. Słowiańsko-germańska tragifarsa medyczna” powstała na zamówienie Dusseldorfer Schauspielhaus i stanowi część większego projektu „Nowa Europa. Czekanie na barbarzyńców”.  Szowinistyczny kierowca opla pozwala na transplantację serca dopiero, gdy dowiaduje się, że polski dawca studiował germanistykę. W tej scenie, w pełni ujawnia się absurdalny humor „Nocy”.  Juergen Berger („Sueddeutsche Zeitung”) Jeżeli istnieje na świecie człowiek, który potrafiłby przełamać wielowiekowe uprzedzenia i pogodzić Niemców i Polaków, to jest nim Andrzej Stasiuk. Tekst, który polski prozaik napisał na zamówienie teatru w Düsseldorfie, łączy dwie nacje mądrzej niż Unia Europejska.  Roman Pawłowski (...

Motyw drogi zawsze mnie przekona.

Jacek Hugo-Bader, Dzienniki kołymskie Droga. Motyw drogi zawsze mnie przekona. I nigdy nie zawodzi. Droga. Z Magadanu do Jakucka. 2025 km. Trakt kołymski. Biegun okrucieństwa. Najstraszniejsza wyspa Archipelagu GUŁAG. Ruska Golgota. Białe krematorium. Arktyczne piekło. Mroźny koncłagier bez pieców. Machina do przemysłowego mielenia mięsa i kruszenia kości. To tylko kilka określeń, które przytacza autor niemalże na wstępie swoich dzienników. Jakby chciał od razu uświadomić czytelnika, że tam, dokąd się wybiera nie ma nic pięknego, ani dobrego. Czyżby? A ludzie? Bo to ludzie są dla niego w tej drodze najważniejsi. Ludzie i ich historie. Reszta to tylko tło. Poputczik. Towarzysz podróży. W drodze można opowiedzieć wszystko. Szczerze. Do bólu szczerze. Bo jakie są szanse, że tego człowieka spotkam jeszcze choćby jeden raz w swoim życiu? W drodze można opowiedzieć swoje życie takie, jakim jest. A można też popuścić wodze fantazji i stworzyć swoją historię od nowa. Można wcielić się...

Aktualnie czytam #204

Jacek Hugo-Bader, Dzienniki kołymskie „Jadę na Kołymę, żeby zobaczyć, jak się żyje w takim miejscu, na takim cmentarzu. Najdłuższym. Można się tu kochać, śmiać, krzyczeć z radości? A jak tu się płacze, płodzi i wychowuje dzieci, zarabia, pije wódkę, umiera? O tym chcę pisać. I o tym, co tu jedzą, jak płuczą złoto, pieką chleb, modlą się, leczą, marzą, walczą, tłuką po mordach… Gdy ląduję, w aeroporcie pod Magadanem czytam wielki napis: WITAJCIE NA KOŁYMIE – W ZŁOTYM SERCU ROSJI”. Jacek Hugo-Bader Wydawnictwo Czarne Rok wydania: 2011 Liczba stron: 318

To wyśmienite pisarstwo przyrodnicze.

Bernd Heinrich, Zimowy świat. Jak zwierzęta radzą sobie z zimnem. To druga książka Bernda Heinricha, którą miałam przyjemność przeczytać. I nieprzypadkowo użyłam słowa „przyjemność”. Bo to była i przyjemna, i pożyteczna lekcja z przyrody… Zastanawialiście się kiedyś, jak zwierzęta radzą sobie z zimnem? Jaką przyjmują strategię dotrwania do wiosny? Jak radzą sobie nie tylko w zimowy dzień, ale także (a może przede wszystkim) w mroźną noc? Czy budują sobie schronienie? Czy tworzą stada, aby pomagać sobie nawzajem się ogrzewając? Czy zapadają w zimowy sen i jaki to jest sen? Jak długo hibernują? Czy zbyt intensywne promienie słoneczne potrafią „przekłamać” jakiś wewnętrzny zegar zwierząt i zbudzić je zbyt wcześnie? Co wtedy robią? Jak zwierzęta przygotowują się do zimy? To tylko kilka pytań, które autor stawia i na które daje jednocześnie odpowiedź. Bernd Heinrich skupia się głównie na wybranych zwierzętach w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej na tych z okolic Maine i Vermontu. ...

Aktualnie czytam #179

Bernd Heinrich, Zimowy świat. Jak zwierzęta radzą sobie z zimnem. Od wydawcy: Człowiek, będąc w gruncie rzeczy bezbronny wobec zimna, włożył mnóstwo wysiłku w znalezienie sposobów przeżycia w skrajnych warunkach atmosferycznych. Nauczyliśmy się tak budować domy, tak szyć ubrania, tak się odżywiać, by chronić się przed niskimi temperaturami. A mysikrólik? Ptaszek wielkości kciuka potrafi przetrwać kilkunastostopniowe mrozy, nastroszywszy piórka i odpowiednio spożytkowując energię. Podobnie radzą sobie inne stworzenia: zmiana ubarwienia, hibernacja, zwiększanie masy ciała, specjalna budowa kończyn czy dzioba, ocieplone schronienia, gromadzenie zapasów – każdy gatunek znalazł swój sposób na przetrwanie najmroźniejszych miesięcy. Ptaki mają pióra puchowe, ssaki futro, które chroni je przed zimnem. Bobry, niedźwiedzie i niektóre owady budują gniazda i nory, które uzupełniają lub zastępują bezpośrednie okrycie ciała. A niezwykły susłogon arktyczny zamarza, żeby nie zginąć. Zimą tylk...

Gorgonowa to kobieta zagadka.

Cezary Łazarewicz, Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej. Cezary Łazarewicz postanowił przywołać sprawę Gorgonowej. Kim była Gorgonowa? Nazywała się Margarita Emilia Gorgon z domu Ilić, ale od pamiętnego procesu to była kobieta bez imienia. Mówiąc o niej posługiwano się jedynie nazwiskiem. Gorgonowa to było uosobienia zła i wypaczenia. Gorgonowa to była zimna i wyrafinowana cudzoziemka, która omotała starszego od siebie o osiemnaście lat mężczyznę. Gorgonowa to morderczyni! Gorgonową straszono niegrzeczne dzieci… Ale gdy spojrzeć na nią nieco inaczej… Gorgonowa to młoda kobieta, która nieustannie poszukiwała szczęścia i miłości. Gorgonowa to kobieta, której życie nie szczędziło ciosów. Gorgonowa to zdana tylko na siebie cudzoziemka w przedwojennym Lwowie. Osamotniona, zraniona, skrzywdzona… Gorgonowa to kobieta, która niefortunnie lokowała swoje uczucia. Gorgonowa to matka, której odebrano wszystkie dzieci. Najstarszego syna – teściowie, Romusię – ojciec dziecka, Ewę – państwo. Go...

Aktualnie czytam #137

Cezary Łazarewicz, Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej. Od wydawcy: Gorgonowa – najczarniejszy charakter II Rzeczpospolitej. Skazana za mord na siedemnastoletniej Lusi, którego miała dokonać grudniowej nocy 1931 roku. Po latach osiemdziesięciopięcioletnia „córka morderczyni” Ewa podjęła walkę o uniewinnienie matki. Podrzucała nowe tropy, a w mediach kolejny raz pojawiało się pytanie, czy Gorgonowa zabiła Lusię. Cezary Łazarewicz powraca do najsłynniejszego poszlakowego procesu II RP nie tylko po to, żeby drobiazgowo zrekonstruować okoliczności samej zbrodni, ale przede wszystkim, żeby sportretować epokę. Sprawa Gorgonowej jest soczewką, w której skupia się całe społeczeństwo: żądna krwi ulica, prowincjonalni policjanci, słynni oratorzy, postępowa dziennikarka z Warszawy, redakcje wielkich gazet, drukujące na wyprzódki relacje z sali sądowej. I w tym wszystkim tajemnicza czarnowłosa kobieta z Bałkanów, która może zabiła, a może nie. (Jacek Dehnel) Wydawnictwo Czarne R...

Powieść Bernda Heinricha to ekscytująca podróż z przyrodą w tle.

Bernd Heinrich, Chrapiący ptak. Rodzinna podróż przez stulecie biologii. To fascynująca powieść o losach rodziny Heinrichów. To książka bardzo szczera, mimo tego, że napisana w formie dość żartobliwej i anegdotycznej. To dowód na to, jak ważne miejsce w życiu autora zajmował jego ojciec, nazywany w książce nie inaczej niż papą. Ich relacje nie były łatwe. Mimo tego, że Bernd poszedł później śladami ojca… Całe swoje życie związał z przyrodą i biologią. Badania przyrodnicze wyglądały wtedy już zupełnie inaczej, ale Bernd, dzięki swojemu ojcu mógł doświadczyć tego, jak to było dawniej… Bernd, w przeciwieństwie do swojego ojca zdobył wykształcenie uniwersyteckie i przez to znalazł się w obozie akademików. Ale czy na pewno w 100% przynależał do tego obozu? A jego papa? Ale od początku… Gerd Heinrich urodzony w 1896 roku był człowiekiem należącym do starej epoki, co szczególnie było widoczne pod koniec jego życia w Ameryce. Mam wrażenie, że zawsze tak się czuł. Niepasujący, wyobcowan...

Aktualnie czytam #135

Bernd Heinrich, Chrapiący ptak. Rodzinna podróż przez stulecie biologii. Od wydawcy: Gdy w 1951 roku Heinrichowie przyjechali do Ameryki, ojciec Bernda był już dojrzałym mężczyzną i uznanym przyrodnikiem. Często rozmawiał z żoną o życiu, które przed II wojną światową i tuż po niej wiedli razem najpierw w Polsce, potem w Niemczech. Opowieści o baśniowym domu w lesie, o Starym Świecie i tropikalnych krajach, do których Gerd Heinrich wyprawiał się w młodości, zapadły młodemu Berndowi głęboko w pamięć. A ich najbardziej tajemniczym bohaterem był chrapiący ptak, przedstawiciel gatunku, który uważano za wymarły, a na którego poszukiwanie wyruszył kiedyś ojciec. Bernd Heinrich opowiada, jak kształtowały się jego stosunki z ojcem i jak wyglądała codzienność na farmie w Maine, która stała się domem dla emigrantów z Europy. I co przesądziło o tym, że poszedł w jego ślady, został uznanym przyrodnikiem, autorem wielu książek, w których z ogromnym znawstwem i pasją przybliża swoim cz...

tylko w duecie mogli realizować wytyczony cel

Magdalena Kicińska, Pani Stefa Magdalena Kicińska postanowiła wydobyć postać Stefanii Wilczyńskiej z zapomnienia. Myślę, że wielu przypadkach to nawet nie jest przypomnienie o Pani Stefie, a uświadomienie, że taka osoba w ogóle istniała. Tak było przynajmniej ze mną. Panią Stefę niezaprzeczalnie przyćmił Janusz Korczak. I nie chodzi teraz o to, aby prowadzić rachunek zasług każdego z nich, bo ich siła płynęła ze wspólnej pracy. Byli niezwykle zgranym duetem. A co ich połączyło? Miłość. Miłość do dzieci! I Stefania Wilczyńska, i Janusz Korczak całe swoje życie związali z Domem Sierot, który prowadzili wspólnie od początku jego istnienia w 1912 roku do samego końca w 1942 roku. Obydwoje zrezygnowali z założenia własnych rodzin, aby w pełni poświęcić się swojej pracy. Zresztą można spojrzeć na to z nieco innej strony. Mieli wielką rodzinę. Wychowali setki dzieci. Mieli swój dom, w którym spędzili przeważającą większość swojego dorosłego życia. To był Dom Sierot na ul. Krochmalne...

Aktualnie czytam #129

Magdalena Kicińska, Pani Stefa Od wydawcy: W tej historii więcej jest znaków zapytania niż faktów. Jej warszawskie adresy niby istnieją, ale ulice biegną inaczej, a domy już dawno zniknęły. Wychowankowie zapamiętali, że była bezszelestna, pojawiała się nieoczekiwanie i tak samo znikała. I być może z tego samego powodu o niej zapomniano – zniknęła w cieniu Janusza Korczaka. Aż trudno uwierzyć, że przez tyle lat rolę Stefanii Wilczyńskiej sprowadzano do funkcji pomocnicy Janusza Korczaka. Jakie to niesprawiedliwe wobec kobiety, bez której warszawski Dom Sierot przy Krochmalnej na pewno nie mógłby istnieć. I jak dobrze, że Magdalena Kicińska wyciąga panią Stefę z cienia, przywraca jej godność i równorzędne miejsce obok pana Doktora. (Magdalena Grzebałkowska) Nie znam nikogo innego, kto z podobną uwagą i wrażliwością potrafiłby utkać tę opowieść. Spojrzeć na wszystko z dystansem, innym razem rozmienić na drobne. Ale tylko po to, żeby zobaczyć jeszcze dokładniej. „Dziękuj...

Ale z niewygodnym życiorysem aż tyle...

Sofi Oksanen, Gdy zniknęły gołębie Oksanen wprowadza nas do swojej powieści sceną pożegnania Juudit i Rolanda. Jest rok 1948. Mimo zakończenia II Wojny Światowej Estonia nadal pozostawała pod drugą okupacją sowiecką. Któż pamięta tych kilka chwil, w których Estonia była naprawdę wolna? Komu tak naprawdę była potrzebna wolna Estonia? Flaga estońska trzepotała na wietrze tylko kilka przez kilka dni… Między odejściem Niemców a powrotem Sowietów… Gdy zniknęły gołębie to powieść o wielowątkowej narracji. Ówczesną estońską rzeczywistość poznajemy z perspektywy trzech bohaterów: wspomnianych wcześniej Juudit i Rolanda oraz z perspektywy Edgara. Wszyscy są ze sobą mocno powiązani, a jakże są różni. I jak różnie potoczyło się ich życie… Zupełnie inaczej postrzegali otaczający ich świat. W życiu kierowali się zupełnie innymi zasadami. Ich pragnienia i marzenia też były bardzo odległe, choć… Juudit i Roland mieli więcej podobieństw. Jedynie Edgar był odszczepieńcem. A sprawa była o ty...

Aktualnie czytam #124

Sofi Oksanen, Gdy zniknęły gołębie Od wydawcy: Gdy zniknęły gołębie to wielowątkowa opowieść o dwóch kuzynach dokonujących wyborów życiowych i moralnych w brutalnych warunkach zawieruchy wojennej, okupacji niemieckiej i sowieckiego terroru, ukazująca pasjonujący obraz Estonii lat czterdziestych i sześćdziesiątych. Przemarsze wojsk radzieckich i niemieckich, bombardowania, walki, rzeczywistość okupowanego kraju, pomysł stworzenia rezerwatu dla Żydów z Europy Wschodniej oraz paraliżujący strach przed pokazowymi procesami i zsyłką na Syberię. Oksanen opowiada o różnych strategiach przetrwania i adaptacji do warunków życia w kraju najpierw bezlitośnie wyzyskiwanym przez Niemców, a potem totalnie niszczonym przez Sowietów. Gołębie, które zdążą uciec przed pancernymi wozami, ocaleją, a te, które wpadną w pułapkę zastawioną przez najeźdźców, zostaną zjedzone… Wydawnictwo Czarne Rok wydania: 2015 Liczba stron: 367