Leopold Tyrmand, Zły Warszawa. Lata 50-te. Część stolicy odbudowana. Część stolicy w ruinie. I warszawiacy. Próbujący wrócić do normalnego życia. Próbujący wycisnąć z tego życia co się da. Nie zawsze uczciwie. Nie zawsze legalnie. Nie zawsze legitymując się swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Warszawiacy z dziada pradziada i ci, którzy są nimi od niedawna i znaleźli się tutaj w poszukiwaniu szczęścia. Wszak w wielkim mieście jest więcej perspektyw. I nagle pojawia się Zły. Zły o nadludzkiej wręcz mocy. Zły, który pojawia się znienacka, załatwia kogo ma załatwić i znika równie szybko. I tylko te oczy. Jasne! Albo jarzące się! Albo straszne oczy z czerwoną obwódką! I jeszcze jeden charakterystyczny dla Złego symbol – pierścień z ogromnym brylantem. Początkowo Zły wzbudzał trwogę w mieszkańcach Warszawy, ale z perspektywy czasu można było wysnuć pewien ciekawy wniosek. Otóż Zły był zły tylko dla złych. To znaczy, że atakował tylko chuliganów, złodziei i rzezimieszków. Atakow...
Blog o książkach, ale nie tylko.