Janusz Leon Wiśniewski, Grand Grand Hotel w Sopocie. To tutaj krzyżują się drogi bohaterów, których do życia powołał Janusz Wiśniewski. Ścieżki niektórych splotą się jedynie przelotnie, innych wręcz przeciwnie… Goście przyjeżdżają i odjeżdżają, czasem wracają, a ściany hotelu zatrzymują ich historie… Imponujący hotel. Bohaterowie z ciekawą historią. Jednak coś poszło nie tak. Jestem (delikatnie mówiąc) rozczarowana. A liczyłam na wyśmienitą lekturę. Wiele rzeczy tu nie zagrało. Zaburzone proporcje. Trochę zabrakło mi historii samego hotelu. Ona się pojawia, ale raczej wspomniani są jedynie sławni goście. Historia dziennikarki i bezdomnego, choć ciekawa, była nieproporcjonalnie długa w stosunku do pozostałych historii. Zupełnie jakby pan Wiśniewski spostrzegł się, że czas goni i trzeba już kończyć… Nawet, jeśli to miała być historia główna spinająca historie wszystkich gości hotelowych, którzy znaleźli się w tym samym miejscu i w tym samym czasie. No i lektor. Tę książkę poznawałam w fo...
Blog o książkach, ale nie tylko.