Stephen Clarke, merde! w rzeczy samej
Dalszy ciąg
przygód sfrancuziałego już nieco Brytyjczyka, Paul’a West’a. Zdziwiłam się, że tym
razem nie strajkowała żadna grupa zawodowa. Za to w głowie naszego bohatera
zaczynają kiełkować myśli, w jaki sposób może pozbawić życia swojej niedoszłej
teściowej (a ta z kolei dostarczała mu mnóstwo ku temu powodów). Później był
bardzo pochłonięty otwieraniem herbaciarni (tak, tak ... pomysł nie jego, ale
realizacja jak najbardziej). Następnie doznał natchnienia i zrozumiał, z którą
kobietą chce spędzić resztę swojego życia, ale jak zwykle wszystko poszło nie
tak. Mimo to podjął wysiłek, aby naprawić to, co zepsuł.
Czeka na
miłość swojego życia na peronie. To ma być wspólny wyjazd na Boże Narodzenie,
którego pomysłodawcą był Paul. Czeka ... Czeka ... Ostatnich kilka stron czekam
razem z nim ... Już zaczynam się denerwować ....
Zapomniałam
dodać, że jego inteligentny cynizm z pierwszej części przeobraził się w zaawansowane stadium zgryźliwości.

Nie znam tych powieści. Chyba nie czytałam jeszcze żadnej książki Stephena Clarke, będę musiała bliżej przyjrzeć się jego powieściom :)
OdpowiedzUsuńAgnieszko, dobra zabawa przy lekturze gwarantowana :)
Usuń