Stephen Clarke, merde! rok w Paryżu
Zabawna
powieść o młodym Brytyjczyku, który jako szef marketingu przyjeżdża na roczny
kontakt do Paryża. Jest odpowiedzialny za projekt tworzenia sieci angielskich
kawiarni we Francji. Żartobliwe są nie tylko perypetie Paula (to właśnie ten
młody Brytyjczyk), ale również sposób, w jaki zostały opisane. Autor zdecydowanie
obdarzył swojego bohatera tzw. inteligentnym cynizmem. Pozostali bohaterowie
nie rozumieją jednak inteligencji Paula kwitując wszystko jednym stwierdzeniem
– angielski humor. Nie docierają do nich jego dowcipne komentarze z
bardzo prozaicznego powodu. Paula na tym polu ogranicza dość mocno poziom
znajomości języka francuskiego.
A jak został przedstawiony sam Paryż? Po
przeczytaniu tej książki dla mnie stolica Francji, to stolica merde
zalewającego chodniki oraz stolica strajków. Strajkują bez ustanku. Jak nie
kelnerzy to służby sprzątające. Jak nie służby sprzątające to komunikacja
miejska. Jak nie komunikacja miejska to policja. Jak nie policja to pracownicy
sektora elektrycznego, z którym powiązany jest przy okazji sektor gazowy, więc
ci od gazu też strajkują. I tak w kółko ...

Z nieba spada mi ten post, bo zbliżają się urodziny koleżanki, a myślę, że ta książka może jej się spodobać, z resztą sama z chęcią bym przeczytała, lubię opisy francuskiego stylu życia nie ograniczającego się tylko do francuskiego szyku;)
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę :) Jest cała seria "merde" tego autora. Ja przeczytałam jeszcze "merde! w rzeczy samej". Pozostałych nie posiadam, ale jak tylko wpadną mi w ręce z pewnością przeczytam. Miłego dnia!
Usuń