Magdalena Giedrojć, Słońce za zakrętem
Wydawnictwo Prószyński Media Sp.
z o.o. (2012)
Z jednej
strony jest to książka z rodzaju tych, o których myślę podczas czytania: Taką
książkę to też bym napisała. Kiedy wypowiadam to zdanie wiem, że jeszcze nie nastąpił w książce ten przełomowy moment, który sprawia, że lektura mnie urzeka.
Z drugiej strony jest to książka, która pięknie i mądrze opowiada o trudnych
tematach.
Stało się. Moment nastąpił. Główną bohaterką jest młoda dziewczyna,
Beata, która ma ciekawą pracę jako grafik komputerowy, narzeczonego, zdrowie, urodę,
całe życie przed sobą. W jednej chwili traci wszystko. Wypadek samochodowy sprawia, że sparaliżowana i zamknięta w czterech ścianach na czwartym piętrze popada w depresję
i marazm. Nie znajduje żadnej motywacji do tego, aby mimo tragedii jaka ją
spotkała zawalczyć o siebie.
Kolejna totalna zmiana w jej życiu następuje
podczas wakacji w małym miasteczku. Tym razem dla niej jest to pozytywna zmiana.
Tymczasowa mieszkanka domu z malwami pewnego dnia zdobyła się na odwagę i
samodzielnie, bez niczyjej pomocy postanowiła poznać okolice. Okazuje się, że za zakrętem czekało na nią
słońce. Poznaje nowych ludzi skupionych wokół ciężko chorej dziewczynki,
Moniki. Beata szybko została przyjęta do ich grona i zaangażowana w projekt Pocztówka z nieba. To pozwoliło jej
zrozumieć, że mimo kalectwa, które ją spotkało może dalej żyć, może poznawać
nowych ludzi, może dalej zajmować się tym, co kochała, może być czynna
zawodowo, może wyjeżdżać do nowych miejsc i cieszyć się tym, kto i co ją
otacza.
Książka
pokazuje, że nawet jeżeli spotkała mnie w życiu tragedia wokół mnie są tysiące
osób także doświadczonych nieszczęściem w mniejszym lub większym stopniu. Mimo dramatu powinnyśmy znaleźć w sobie drzemiące w nas samych pokłady siły, żeby uporać się z bólem i ograniczeniami. Beata być może
prędzej poradziłaby sobie ze swoim kalectwem i wróciła do samodzielnego życia,
gdyby nie jej najbliższa rodzina, która tak bardzo chciała jej pomóc, tak bardzo
chciała usunąć z jej drogi wszelkie przeszkody, a nie zdawała sobie sprawy, że traktując ją
jako osobę niezdolną do podejmowania samodzielnych decyzji wcale jej nie pomaga
otrząsnąć się po wypadku i żyć dalej tylko jeszcze bardziej wpycha ją w otchłań marazmu.

Czytając opisy książek tego typu, dochodzę do wniosku, że małe miasteczka czy wsie bywają lekarstwem na wszystko. ;)
OdpowiedzUsuńDokładnie :)
Usuń