Przejdź do głównej zawartości

Oni absolutnie wszystko potrafili wytłumaczyć!



Sławomir Koper, Alkohol i muzy. Wódka w życiu polskich artystów
Wydawnictwo Czerwone i Czarne Sp. Z o.o. S.K.A. (2013)

(Przybyszewski) wywarł zauważalny wpływ nawet na Wyspiańskiego, chociaż obaj artyści nie przepadali za sobą. Wyspiański był bowiem typem pracoholika, a na dodatek prawie nie pił wódki. Zwykł zresztą mawiać, że fantazję to ma zawsze, a od wódki boli głowa.

No właśnie. Fantazja. Fantazja. Fantazja. Z pewnością nie można jej było odmówić bohaterom książki Alkohol i muzy. Sławomir Koper w swojej kompilacji przywołał postać Stanisława Przybyszewskiego, Tadeusza Boya-Żeleńskiego, Kazimierza Wierzyńskiego, Juliana Tuwima, Antoniego Słonimskiego, Bolesława Leśmiana, Jana Lechonia, Konstantego Gałczyńskiego, Stefana Jaracza i wielu, wielu innych, którzy od kieliszka nie stronili. Niektórzy mieli dość słabą głowę (Jarosław Iwaszkiewicz), inni wlewali w siebie hektolitry wódki (tu musiałabym wymienić szereg nazwisk). Wielu z bohaterów tej publikacji nie miało pieniędzy na życie w ogóle, albo bardzo mało (z poezji trudno było im wyżyć i utrzymywać rodziny, które z czasem się pojawiły, szczególnie w czasach, kiedy pieniądz tracił na wartości z dnia na dzień), ale zawsze mieli gdzie i z kim się napić (czy to przepijali własne dochody, czy pili na rachunek kolegów). Niektórzy z nich sięgnęli dna, inni mimo dość częstego upojenia alkoholowego potrafili pracować i tworzyć wartościowe rzeczy. Mam wrażenie, że ich domem często bywały restauracje, kawiarenki i knajpy, w których spędzali mnóstwo czasu (kiedy oni mieli czas na pisanie wierszy? :)). Można stworzyć swoistą mapę lokali całonocnych libacji i eskapad polskich poetów dwudziestolecia międzywojennego. 

Cóż oni mieli za pomysły! Jedne niewinne, inne niebezpieczne. Jedne zabawne, inne nieco mniej. Byli młodzi, skończyła się żałoba narodowa, Polska dopiero co odzyskała niepodległość nic zatem dziwnego, że chcieli się bawić, chcieli być wolni od wszelkich ograniczeń, chcieli tworzyć swoją sztukę, chcieli się śmiać i wesoło spędzać czas niekoniecznie na trzeźwo. A że trunki lały się strumieniami …

Często spędzał (Lechoń) z Wierzyńskim zakrapiane wieczory i noce (oczywiście na jego koszt), po czym wzajemnie odprowadzali się do domów. I trzeba przyznać, że robili to w bardzo specyficzny sposób. Nie chodziło o to, aby tam zajść, chodziło o to, aby chodzić i odprowadzać się wzajemnie – tłumaczył Wierzyński. – Takim fantastycznym piechurem był Lechoń. Z ulicy Mokotowskiej, gdzie ja mieszkałem, odprowadzałem go na Przyrynek, gdzie on mieszkał, potem z Przyrynku odprowadzał mnie na Mokotowską on i tak aż do upadłego.

Zdarzyło się, że Gałczyński, Maliszewski i Marian Markowski wracali nocą z libacji. Ustalili wówczas, że ten ostatni ma w domu jeszcze jakieś papierosy. Cała trójka udała się zatem do jego mieszkania na piątym piętrze kamienicy przy ulicy Zielnej. (…) Na wprost drzwi – okno. Za oknem – niebo i ogromna tarcza księżyca. Konstanty szarpnął się i skoczył. (…) Nazajutrz, gdy otworzyłem oczy – kontynuował Maliszewski – Kostek siedział ubrany przy stole i pisał. Marek chrapał na sofie z owiniętą ręcznikiem głową. Podniosłem się i odnawiając wczorajsze przeżycie, wyjrzałem przez okno w dół, w studzienkę podwórka.

- Wysoko … - mruknąłem.

- Wysoko – odpowiedział Konstanty i uzbrajając się w swój najbezradniejszy uśmiech, wyjaśnił: - Dlatego w międzyczasie na pewno nauczyłbym się fruwać. Tegoście na pewni nie wzięli pod uwagę ….



Pewnego dnia przyszedł (Gałczyński) do mnie pijany i rozrzewniony – wspominał Włodzimierz Słobodnik. – Pogadaliśmy, napiliśmy się herbaty. […] Było to żydowskie święto Kuczek, na podwórzu domu, w którym mieszkałem, stały budki sklecone z desek i wałęsało się po nim pełno dzieci żydowskich.

Kiedy Konstanty zataczając się, wyszedł na podwórze, rzucił dzieciom garść miedziaków, wołając:

- Żydzi! Żabotyński jestem! Zaprowadzę Was do Palestyny!

Dzieci żydowskie łapały miedziaki. Na podwórzu powstał straszny rozgardiasz. Konstanty skierował się w stronę bramy wyjściowej oblepiony wprost dzieciakami.


Stare polskie przysłowie powiada jednak, że ciągnie wilka do lasu – i podobnie stało się z Konstantym. Pierwsze poważne ostrzeżenie co do jego natury nastąpiło z okazji Święta Niepodległości w listopadzie 1932 roku. Gałczyński miał wygłosić oficjalny odczyt, a relacja Edmunda Osmańczyka z tego wydarzenia jest na tyle interesująca, że warta ją przytoczyć w dłuższym fragmencie:

Mistrz rozejrzał się po sali uciszającym, władczy spojrzeniem, po czym wydobył z kieszeni Mały Rocznik Statystyczny i monotonnie donośnym głosem rozpoczął:

W roku 1921 produkcja mydła w Polsce wynosiła…

W roku 1931 produkcja mydła w Polsce wynosiła…

W roku 1921 produkcja sody kaustycznej w Polsce wynosiła…

W roku 1931 produkcja sody kaustycznej w Polsce wynosiła…

I tak jedną pozycję za drugą odczytywał w zdumieniu coraz większym piętrzącej się ciszy. (…)

Wśród grobowej ciszy, podkreślanej skwierczeniem nie przyciętych knotów łojowych świec, Konstanty chrząknął i rozejrzał się ze zdumieniem po Sali.

- Czy wymowa tych cyfr nie wystarczy? – zapytał z wyrzutem, a po chwili dodał: - Wobec wymowy liczb milkną słowa poety.

I skłonił się zebranym.


Oni absolutnie wszystko potrafili wytłumaczyć!


Osobnym tematem jest Zakopane, które (…) w ciągu kilkudziesięciu lat z zapomnianej przez Boga i ludzi osady awansowało do rangi zimowej stolicy Polski. A co jeszcze ważniejsze, stało się siedzibą elity kulturalnej kraju. W Zakopanem należało bowiem bywać, w Zakopanem należało mieszkać. Ileż to tras pijackich wędrówek przebiegało przez Krupówki czy nawet do Kuźnic. Najstarsi górale być może mieliby do opowiedzenia jeszcze co nieco. O Zakopanem, zimowej stolicy pijackich orgii, napiszę jeszcze w związku z inną książką, która jak się okazało była źródłem również dla Sławomira Kopra.


Ich swawolne życie brutalnie przerwał wybuch II wojny światowej i okupacja.

Komentarze

  1. Twój blog wydaje się bardzo interesujący, zajrzę tu na dłużej, gdy znajdę więcej czasu ;-)

    http://poranekzksiazka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kiedyś miał marzenia. Dziś nie ma złudzeń.

Ben Creed, Miasto duchów ZSRR. 1951 rok. Siarczysty mróz. Rewol Rossel wraz ze swoimi kolegami jedzie na miejsce zbrodni. Dlaczego akurat oni? Dlaczego akurat tam? Czy to przypadek czy pułapka? I tych pięć zmasakrowanych ciał… Zacznę od przedstawienia głównego bohatera. On. Rewol Rossel. Kiedyś bardzo dobrze zapowiadający się skrzypek. Dziś milicjant. Kiedyś wróg ludu (wystarczył jeden absurdalny donos). Dziś ściga przestępców. Kiedyś miał marzenia. Dziś nie ma złudzeń. Kiedyś był po uszy zakochany. Dziś znajomości zawiera ostrożnie. Bardzo ostrożnie. Kiedyś był wrażliwym na piękno człowiekiem. Teraz chce przeżyć. Doskonale pamięta wszystko. Przesłuchanie. Tortury. Rzucenie do walki na najgorszy odcinek frontu. I ten głód. Ten potworny głód w oblężonym Leningradzie. A jednak… Kiedy znajduje się w sytuacji, gdy może uratować choć jedno życie nie waha się… Prosi o kolegów. O tych, których ma szansę jeszcze uratować. Muszą tylko rozwiązać pewną zagadkę. Niebezpieczną zagadkę. Kim są lu...

Aktualnie czytam #275

Bernard Minier, Polowanie Od wydawcy: MARTIN SERVAZ WALCZY O HONOR I WŁASNE ŻYCIE Wielokrotnie nagradzany mistrz thrillera powraca z nową powieścią Departament Ariege, jesienna pełnia księżyca. Z pogrążonego w ciemnościach lasu nagle na szosę wybiega jeleń. Jeleń o ludzkich oczach. Odbywa się polowanie, ale celem nie jest dzikie zwierzę. W czasie skomplikowanego śledztwa Servazowi przyjdzie stawić czoło potwornościom rodem z najgorszych koszmarów. Czy walka o słuszną sprawę może usprawiedliwiać czynienie zła? W najnowszej książce mistrz thrillera Bernard Minier mierzy się z szaleństwem naszych czasów: przemocą, zemstą, manipulacją. Polowanie to niezwykle aktualna powieść o życiu przesiąkniętym strachem. Na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu w 2019 roku Bernard Minier otrzymał HONOROWĄ NAGRODĘ WIELKIEGO KALIBRU! Wydawnictwo REBIS Rok wydania: 2021 Liczba stron: 384 Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu. Na blogu znajdziecie kilka słów o wcześniejszych ksią...

Zmiana adresu blogowego

Zapraszam na  https://monikaolgalifestyle.blogspot.com/ Blog o książkach, o filmach, o podróżach, o modzie... Choć nie tylko. Mam nadzieję, że mimo tej zmiany zostaniecie ze mną i będziecie mi towarzyszyć podczas naszej blogowej przygody tak samo, jak do tej pory :)