Artur
Cieślar, Ułuda
Jeśli
wszystko, co do tej pory uznawaliśmy za racjonalną rzeczywistość okazuje się
ułudą? Mirażem? Iluzją? A jeśli to nasz mózg płata nam takie figle, że
poddajemy w wątpliwość to, co namacalne i wytłumaczalne? A może to tylko
deja-vu? Wszak zdarza się… Wspomnienie? Sen na jawie? Jak racjonalnie
wytłumaczyć to, co irracjonalne? Egzotyczna choroba? Mistycyzm wcześniej nie
doświadczany? W tej podróży wszystko
jest możliwe…
Wydawać
by się mogło, że Ułuda to niebanalna,
finezyjna i wysublimowana powieść o mężczyźnie, który spełniając ostatnią wolę
zmarłej przyjaciółki udaje się do Indii, aby tam, w świętym miejscu rozsypać
jej prochy. Ale to powieść o czymś więcej. Relacja, która łączyła Mateusza i
Igę była na tyle silna, że Mateusz postanowił rzeczywiście wypełnić złożoną
obietnicę. Wyrusza w podróż. Podróż niezwykłą, wyjątkową, daleką, egzotyczną.
Gdy dociera do buddyjskiego klasztoru zachowuje się zgodnie ze wskazówkami
przekazanymi wcześniej przez Igę. Trafia do miejsca, gdzie mistyczny świat
góruje nad tym ziemskim. Tu duchowość jest na pierwszym planie. To strefa
sacrum, która zaprasza do niezwykłego doświadczenia i spotkania z tym, co
nadprzyrodzone i wykraczające poza ludzkie pojmowanie świata. Nawet dla tych,
którzy buddystami nie są. Tu króluje pokora, ascetyzm i modlitwa. To tu
człowiek otwiera się na to, czego wcześniej do siebie nie dopuszczał. A odwagi
do tego potrzeba niemałej. Taki właśnie w tej podróży jest Mateusz, Mat, Moti.
Otwarty na to, co nowe. Otwarty na ludzi. Otwarty na sytuacje. Nie wie jeszcze dokładnie
dokąd zmierza. Nie rozumie jeszcze wszystkiego…
Ułuda to powieść drogi. I dosłownie, i w
przenośni. Autor doskonale zobrazował Indie. Dla mnie to totalna egzotyka,
dlatego tym bardziej z wielkim zaciekawieniem zaczytywałam się w powieści. Ale
Indie pokazane przez autora to nie tylko konkretne miejsca, namacalna przyroda
czy określone budynki. To przede wszystkim ludzie i ich mentalność. To ich
pogodzenie się (lub nie) z karmą. To ich wierzenia. To ich tradycja. To ich
codzienne, zwyczajne życie. To określone reguły obowiązujące w buddyjskim
klasztorze. To ludzie i ich historie, które Mat poznał podczas swojej podróży.
Ale
to też powieść drogi w głąb siebie. I nie chodzi tu o żadne olśnienia i cudowne
przebudzenia. Tu chodzi o dokonanie wyboru.
Czytając
tę książkę i odkrywając historię Mateusza bezustannie powracała do mnie myśl,
że w życiu nic nie dzieje się przypadkowo. To tylko my nie rozumiemy pewnych
kwestii. Albo ich po prostu nie dostrzegamy. Ale też nie mogłam porzucić myśli,
że nawet jeśli nasze życie, to duchowe, nie ma końca to warto zadbać o to, aby
nie marnować tego co tu i teraz, a nasze decyzje powinna determinować przede
wszystkim pokora. Bo patrząc na nasze życie szerzej, może się okazać jak bardzo
byliśmy w błędzie przyjmując coś za jedyne, rzeczywiste i niezaprzeczalne, a zapominamy
o tym, że wszystko zawsze ma swoje konsekwencje.

Bardzo ciekawa i zachęcająca recenzja przekonała mnie do tego, by sięgnąć po tę książkę. 😊
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa :) Książkę oczywiście gorąco polecam! Pozdrawiam!
UsuńDawno nie czytałam powieści drogi. Zapisuję sobie jej tytuł.
OdpowiedzUsuńWarto pamiętać o tej książce.
UsuńAle to też powieść drogi w głąb siebie. I nie chodzi tu o żadne olśnienia i cudowne przebudzenia. Tu chodzi o dokonanie wyboru. " Brzmi ciekawie. Zapisałam tytuł :)
OdpowiedzUsuńSuper! Gorąco polecam :)
UsuńKsiążki i filmy drogi to coś, co lubię. Być może sięgnę :)
OdpowiedzUsuńGorąco zachęcam! Pozdrawiam :)
Usuń