Anna Kalinowska, Uciec w Himalaje, czyli PRL, dewizy i marzenie o wolności.
Tak, skusiła mnie ta książka. Skusił mnie opis od wydawcy. Skusiło mnie hasło HIMALAJE w tytule. Początkowo byłam trochę rozczarowana tą książką, ale później z każdą stroną było coraz lepiej.
Bo gdy słyszę Himalaje to od razu w głowie zapala mi się lampka – ośmiotysięczniki! A tu wielkich szczytów nikt nie zdobywa, tylko trekking po mało wymagających szlakach. Pozornie… Bo żeby w czasach PRL-u wyjechać sobie na taki trekking trzeba było nie lada zachodu. Podstawową sprawą było zdobycie paszportu. Tak, zdobycie. Bo nie każdy paszport otrzymywał. Dlatego zakładano rzesze związków, stowarzyszeń czy towarzystw z jasno określonym celem, aby zwiększyć szanse na dostanie tego biletu do nieba. Bo co innego odmawiać szaremu obywatelowi, ale ekspedycji…. Ekspedycja to już coś innego.
Ekspedycja przygodowa! Albo inaczej. Ekspedycja przygodowo-handlowa. Bo uzyskanie paszportu to jedno, a sfinansowanie takiej podróży to drugie. Dewizy! A raczej ich brak. Polacy wyjeżdżający za granicę notorycznie zmagali się z problemem braku dewiz. Trzeba było sobie jakoś radzić. I tu pojawia się słowo klucz, które niejednokrotnie pada w książce. Przebicie! Trzeba było przywieźć ze sobą na handel taki towar, na który ceny miały silne przebicie. I w drugą stronę. Eksport-import pełną parą. Ale z tych transakcji trzeba było zapewnić sobie pobyt w Indiach i Nepalu, trzeba było zabezpieczyć pieniądze na spłatę długu zaciągniętego po rodzinie i znajomych, żeby w ogóle wyjechać, trzeba było zaoszczędzić choć trochę dewiz na następną podróż. Bo kto raz posmakował tej słodyczy, uzależniał się!
W tej książce mamy kilka różnych historii. Wszystkie z egzotyką w tle, ale jakże różne. Autorka porusza tu wiele problemów nie skupiając się tylko na opisie samego miejsca docelowego. Opowiada historie zasłyszane, a te są różnorodne. Mamy tu mafię. Mamy podróżników i trekkingowców. Ale mamy też Polki wyjeżdżające na egzotyczne wakacje, które niezbyt przejmują się kosztami. Wszak na miejscu znajdą sponsorów… Mamy samotne podróżniczki. Jest i jedna romantyczna historia.
Ale autorka pokazuje i ciemne strony takich wojaży. Bo to kraje o zupełnie odmiennej przecież kulturze. Bo bieda i brud. A i niebezpiecznie w co niektórych rejonach, bo rejony niespokojne. Bo po opuszczeniu tych terenów przez Anglików i ogłoszeniu niepodległości powstawały konflikty, krwawe walki o wpływy oraz na tle religijnym. To w Indiach. W Nepalu wcale nie było najlepiej. A jednak Polacy masowo tu przyjeżdżali…
Wszystko opowiedziane plastycznie, z poczuciem humoru i z odpowiednim zaakcentowaniem co ważniejszych problemów. Bez zbędnych powtórzeń. Bez upiększania. To też swoista lekcja historii dla młodego pokolenia, które może nie do końca zdaje sobie sprawę, że podróżowanie za granice Polski w tamtych latach nie było takie oczywiste.

Myślę, że książka mogłaby zainteresować jedną z bliskich mi osób. 😊
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę :)
UsuńŚwietnie, że autorka przedstawiła także kraje od strony kulturowej i społecznej. Po książkę jak najbardziej będę chciała sięgnąć.
OdpowiedzUsuńKsiążki jak narkotyk
Bardzo się cieszę :)
UsuńMyślę, że z takiej publikacji można wiele się dowiedzieć.
OdpowiedzUsuńDokładnie tak!
Usuń