Przejdź do głównej zawartości

Lejtmotyw 4


Tym razem lejtmotywem jest muzyka. Nie wyobrażam sobie swojego życia bez muzyki prawie tak samo, jak bez książek. Muzyka w moim życiu obecna jest od zawsze. Dlatego dziś napiszę o kilku książkach z muzyką w tle...

Jaume Cabre, Wyznaję

Są takie książki, które należy czytać w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu. Nie spiesząc się… Krok po kroku odkrywać mnóstwo historii pozornie ze sobą nie powiązanych. A gdy myślisz, że już nic Cię nie zaskoczy… otwierasz szeroko usta ze zdziwienia i powtarzasz w kółko: to niemożliwe….

Są takie książki, które pozostają z czytelnikiem bardzo długo. Są takie książki, do których się wraca. Taką książką jest Wyznaję Jaume Cabre.

Ta powieść ma dwa lejtmotywy. Pierwszy, materialny, to Vial. To skrzypce skonstruowane przez Lorenza Storioniego, którym jako pierwszym zostało nadane własne imię. Vial przez wiele lat był dla Adriana zakazanym owocem. Zawsze zamknięte w sejfie, do którego mały Adrian i tak zakradał się pod nieobecność ojca. Przecież znał szyfr. W szpiegowaniu wyspecjalizował się dość szybko. Zresztą to nie było wcale takie trudne. Należało po prostu nie robić hałasu, zejść ojcu z oczu i mu nie przeszkadzać. Reszta to tylko obserwacja, w której Adrian był mistrzem. Drugi lejtmotyw, niematerialny, to problematyka zła. Adrian pragnął wyjaśnić pojęcie zła. Już w dorosłym życiu poszukiwaniem odpowiedzi na to pytanie zajął się wręcz zawodowo. Ale zło to przecież nie tylko symbol czy pojęcie filozoficzne. To realna szkoda wyrządzona drugiemu człowiekowi. To zło to konkretny człowiek krzywdzący drugiego człowieka. To zło ma imię i nazwisko.

Cabre stworzył fenomenalną powieść. Całość to wyznanie, to spowiedź generalna z całego życia, której dokonuje główny bohater, Adrian Ardevol. Kim był ów Adrian? Urodził się w zamożnej rodzinie w 1946 roku w Barcelonie...

Jego ojciec, Feliks Ardevol, był antykwariuszem i kolekcjonerem. Owładnięty pasją posiadania rzeczy wyjątkowych i cennych, a czasem wręcz bezcennych. Zdobywał je na różne sposoby. Nie zawsze legalnie. Nie zawsze uczciwie. Ale któż w tamtym czasie, czasie wielkiej i strasznej wojny zaprzątał sobie głowę i serce moralnymi dylematami? Uciekający Żydzi byli doskonałym źródłem wzbogacenia się o wartościowe przedmioty. Później takim samym doskonałym źródłem byli uciekający naziści.

Mniej więcej taką drogą w rodzinie Ardevol znalazły się wspomniane już skrzypce, słynny Vial. Ich dźwięk rozchodzący się po domu opanował i ten dom, i jego mieszkańców. Niczym klątwa. Historie związanych z nimi osób, od pierwszego właściciela do ostatniego stały się częścią historii rodziny Ardevol. I to nie były szczęśliwe historie…

Matka Adriana to pozornie potulna żona, która nie miała odwagi czy siły sprzeciwić się swojemu mężowi. Ustępowała mu we wszystkim, na każdym polu. Nigdy nie stanęła w obronie ich jedynego syna, Adriana. A nawet jeżeli podejmowała pewne próby one zawsze kończyły się fiaskiem. Życie pokazało, że Feliks Ardevol postawił na swoim nawet po swojej śmierci. Adrian i tak kroczył ścieżką, którą wiele lat wcześniej wyznaczył mu ojciec.

Adrian, to chłopiec, któremu rodzice zawsze stawiali wysoko poprzeczkę. To chłopiec, który w dzieciństwie nie zaznał miłości rodzicielskiej. Ba! W ich domu w ogóle nie było miłości. Adrian zawsze czuł się wyobcowany. Zawsze nie pasował do otoczenia niezależnie od wieku. To człowiek otoczony sztuką, żyjący sztuką, znający się na sztuce. Sztuka to piękno i wydawać by się mogło, że życie człowieka tak bardzo mocno związanego ze sztuką też musi być piękne. Ale nie zawsze takie było…

Adrian to ateista. Przed kim więc się spowiada? Nie, nie przed Bogiem. On wyznaje wszystkie swoje dobre i złe uczynki przed osobą bardzo ważną w jego życiu. Przed kobietą, którą kochał przez całe swoje dorosłe życie. Przed kobietą, której już nie ma, ale wobec której czuje coraz bardziej ciążący mu dług…

Adrian miał być wybitnym skrzypkiem światowej klasy. Taką przyszłość zaplanowała dla niego matka. Absolutnie nie zwracała uwagi na to, że jej syn pragnie czegoś innego. Oczywiście kocha muzykę i jest wrażliwy na jej piękno, ale nie chce się nią zajmować zawodowo. Nie chce być wirtuozem.

Za to wirtuozem słowa jest Jaume Cabre. A powieść Wyznaję jest mistrzowskim wykonaniem. Ta książka jest piękna, choć historie w niej zawarte nie zawsze są piękne. Ta książka jest wymagająca, ale Cabre cały czas prowadzi czytelnika za rękę i w swoim czasie wszystko wyjaśnia. Ta książka jest dowodem na to, jak można pięknie grać słowem. Zwyczajne rzeczy czy czynności można opisywać przepiękną metaforą, która jeszcze bardziej podkreśla wyjątkowość pozornie zwyczajnej rzeczy. Ja tą książką jestem zachwycona. Nie tylko przedstawioną w niej historią czy historiami. Nie tylko językiem, jakim została napisana. To bogactwo wątków tak intrygująco ze sobą powiązanych. Ta niejednoznaczność. To zaskoczenie co chwilę. Tak, to wyjątkowa książka, do której będę wracać jeszcze nie raz.




Lucinda Riley, Dziewczyna z Neapolu

To kolejna powieść Lucindy Riley, od której nie mogłam się oderwać. Choć nie jest napisana tak pięknym językiem, jak „Pokój motyli”, to opisana historia jest równie mocno wciągająca.

Rosanna Menici. To jej historię poznajemy i to ona jest autorką listów. Listów, napisanych do swojego syna. Listów, które będzie mógł przeczytać dopiero po jej śmierci. Nie, nie chciała się wytłumaczyć. Jak zawsze chciała wytłumaczyć jego, wielkiego Roberta Rossiniego. Dlaczego?

Rosanna Menici to skromna dziewczyna, która dzieciństwo spędziła w Neapolu. Jej rodzice prowadzili niewielką knajpkę, w działalność której była zaangażowana cała rodzina. Głodni nie chodzili, ale nie można też było powiedzieć, że byli dobrze sytuowani. Na wiele rzeczy nie mogli sobie pozwolić. Zdawałoby się, że losy rodzeństwa Menici są już nakreślone i z góry przesądzone. Carlotta i Rossana wyjdą za mąż i opuszczą rodzinny dom. Luca natomiast przejmie z czasem rodzinny interes. Żadnemu z rodziców nie przyszło do głowy, aby zapytać ich o zdanie. Ich marzenia i pragnienia się nie liczyły. Studia? Po co? Za co? Wyjazd z Neapolu? Po co? Dokąd? A oni wszyscy tak bardzo chcieli żyć inaczej. Marzenia czasem się spełniają, choć nie tak, jak sobie początkowo zaplanowaliśmy…

A wszystko przez niego. Przez wielkiego Roberta Rossiniego. To on zwrócił uwagę na głos Rosanny. To on polecił wyśmienitego nauczyciela, aby rozwijał ten talent. Ale to dzięki pomocy i determinacji brata Rosanna mogła na te lekcje uczęszczać. To dzięki pomocy i determinacji brata Rosanna opuściła Neapol i wyjechała do Mediolanu. To dzięki jego poświęceniu mogła skupić się na nauce, by w przyszłości występować na wielkich scenach operowych na całym świecie. Rosanna wszystkie nauki i porady wzięła do serca. Była niezwykle pracowita. Liczył się dla mnie tylko śpiew. Tylko muzyka. Do czasu… Gdy została opętana toksyczną miłością do wielkiego Roberta Rossiniego. Czy ta miłość była odwzajemniona? Wątpię. Wątpię, by ktoś taki jak wielki Robert Rossini był zdolny do miłości. On potrafił tylko brać, nie dając nic w zamian…

Lucinda Riley stworzyła wyborną historię z bardzo wyrazistymi bohaterami. Bo to powieść wielu bohaterów, nie tylko Rosanna Menici i Roberto Rossini. To Luca Menici, poszukujący swojej drogi, nastawiony wyłącznie na wspieranie drugiego człowieka. To Luigi Vincenzi, który umiejętnie podpowiadał Rossanie co robić, aby z każdego dnia wyciągnąć lekcję dla siebie. Nawet jeśli efekty będą widoczne dopiero po wielu latach. To człowiek, który wiedział co to jest ludzka godność. To Paolo de Vita, który mądrze kierował młodymi ludźmi, aby nie wpadali w liczne pułapki, aby wszystko działo się w swoim czasie, aby byli przygotowani na sławę, aby ich nie skrzywdzić. I w końcu sama Rosanna Menici. Tak, została zmanipulowana przez Roberta. Tak, kochała go chorą miłością. Tak, tkwiła w toksycznej relacji. Ale to nie może jej usprawiedliwiać. Nie może usprawiedliwiać tego, jak potraktowała osoby, dzięki którym osiągnęła oszałamiający sukces sceniczny. Rosanna Menici to nie tylko chodząca skromność i pracowitość. To też chodząca niewdzięczność…

Ale ta powieść to nie tylko ludzie. To także i miejsca. Gorąca i słoneczna Italia. Osnuta mgłą Anglia. I wielkie sceny! Mediolańska La Scala, nowojorska Metropolitan Opera czy londyński Covent Garden. I muzyka…

Historia Rosanny Menici to przestroga. Przed czym? Przekonajcie się sami.





Daniel Mason, Stroiciel

Kto jest wrogiem, a kto przyjacielem? Kto jest zdrajcą, a kto bohaterem? Co jest jawą, a co senną marą? Edgar Drake. Zagubiony? Zaginiony? A wszystkiemu winien on, Anthony Carroll.

Rok 1886. Trzecia wojna birmańska dobiegła końca. Wojna zwycięska dla Imperium Brytyjskiego. Pozostało tylko umocnić swoją władzę w zapalnych regionach na obrzeżach kraju. Niby robi to Anthony Carroll. Niby może poszczycić się pewnymi sukcesami na tym polu. Jest jednak kilka niuansów…

Anthony Carroll. Dobry wojskowy. Dobry lekarz. Cóż, że ekscentryk? Ale wszystko ma przecież swoje granice… Tak, Anthony Carroll obrał zupełnie odmienną taktykę, aniżeli jego koledzy po fachu. Pokój. To dla niego było najważniejsze. Był gotów posunąć się bardzo daleko, aby tylko ten pokój uzyskać i utrzymać. Poszanowanie dla innej kultury. Tak, chciał pokazać, że można żyć szanując innych. Chciał pokazać, że te dwa odrębne światy mogą się przenikać i wymieniać się doświadczeniami. On, lekarz medycyny, nie gardził medycyną ludową tamtejszego regionu. Ale medycyna to jedno. Muzyka to drugie… Anthony Carroll wierzył w to, że muzyka potrafi zbliżyć do siebie ludzi nawet tak odmiennych kultur. Wierzył w to, że muzyka może być tym ogniwem łączącym. Wierzył w to, że poprzez muzykę można zawiązać nić porozumienia. Albo chciał w to wierzyć… Albo sprawiał tylko takie wrażenie… Anthony Carroll. Jedni go szanowali, inni darzyli go nieskrywaną niechęcią. A jeszcze inni jedynie go tolerowali. Gdy poprosił o przetransportowanie do Birmy fortepianu, zrobiono to. Gdy poprosił o wysłanie do Birmy stroiciela fortepianu, zrobiono to…

I tak Edgar Drake wyruszył do odległej Birmy. Opuścił Londyn, w którym zostawił swoją ukochaną żonę, i wyruszył w podróż. W podróż swojego życia. Droga przed nim długa i trudna. A cel tej podróży cały czas mglisty. Niby zadanie jest jasno sprecyzowane: nastroić fortepian. Ale gdy dopytuje o szczegóły, nikt nie potrafi udzielić mu dokładniejszych wyjaśnień. Edgar próbuje sportretować w swojej głowie tego słynnego, a zarazem tajemniczego Carrolla. Ze strzępów usłyszanych rozmów o Carrollu, z fragmentów opowieści, których Carroll jest głównym bohaterem. Gdy przybywa w końcu na Daleki Wschód aż rwie się do pracy i do spotkania z tym zagadkowym majorem, ale nie wszystko jest takie proste… W końcu osiąga swój cel i … przepadł! Został oczarowany! Chciał tam zostać jak najdłużej. Gdy już zrobił co do niego należało nie był w stanie odejść. Cóż go powstrzymywało? Chyba sam nie znał odpowiedzi na to pytanie, ale nie miał wątpliwości. Co tam Londyn! Co tam żona, którą zostawił. On chciał, aby stan, w którym się znalazł trwał i trwał…

„Stroiciel” to powieść oniryczna. To powieść przepełniona fascynacją Dalekim Wschodem. To powieść zabierająca nas do zupełnie innego świata. Ale to też powieść obnażająca pewne niewygodne fakty… Nie ma tu wartkiej akcji, nie ma tu błyskotliwych dialogów. Ale jednak jest coś, co do tej powieści przyciąga… Egzotyka? Niewątpliwie tak. Ale nie tylko. Jest w tej powieści coś ulotnego, coś efemerycznego, coś wyjątkowego...




Ben Creed, Miasto duchów

ZSRR. 1951 rok. Siarczysty mróz. Rewol Rossel wraz ze swoimi kolegami jedzie na miejsce zbrodni. Dlaczego akurat oni? Dlaczego akurat tam? Czy to przypadek czy pułapka? I tych pięć zmasakrowanych ciał…

Zacznę od przedstawienia głównego bohatera. On. Rewol Rossel. Kiedyś bardzo dobrze zapowiadający się skrzypek. Dziś milicjant. Kiedyś wróg ludu (wystarczył jeden absurdalny donos). Dziś ściga przestępców. Kiedyś miał marzenia. Dziś nie ma złudzeń. Kiedyś był po uszy zakochany. Dziś znajomości zawiera ostrożnie. Bardzo ostrożnie. Kiedyś był wrażliwym na piękno człowiekiem. Teraz chce przeżyć. Doskonale pamięta wszystko. Przesłuchanie. Tortury. Rzucenie do walki na najgorszy odcinek frontu. I ten głód. Ten potworny głód w oblężonym Leningradzie. A jednak… Kiedy znajduje się w sytuacji, gdy może uratować choć jedno życie nie waha się… Prosi o kolegów. O tych, których ma szansę jeszcze uratować. Muszą tylko rozwiązać pewną zagadkę. Niebezpieczną zagadkę. Kim są ludzie porzuceni na torach? Kto ich zamordował?

Zemsta. Zemsta to niezwykle niszcząca siła. To właśnie chęć odwetu sprawia, że zła nie wypleni nikt. Nigdy. A chęć odwetu pielęgnowana latami potrafi doprowadzić do rzeczy strasznych!

Autorzy piszący pod pseudonimem Ben Creed utkali mrożącą krew w żyłach intrygę. Ale to nie bestialstwo jest w tej intrydze najgorsze. Najgorsze przychodzi wtedy, gdy czytelnik uświadomi sobie, że tło całego kryminału zostało zaczerpnięte … z życia. Na niemalże każdej stronie dostrzegamy przebłyski z historii. Z historii, którą wielu wolałoby zapomnieć. Z historii, którą aż strach wspominać. Stalinowskie czystki, blokada Leningradu i kanibalizm, stalinowskie czystki. Tak, celowo dwa razy pojawiło się hasło o stalinowskich czystkach. Bo wrogowie ludu się zmieniali. Raz to byli wojskowi, raz policjanci, raz lekarze. Ale za każdym razem wielkie czystki były przeprowadzane w ten sam sposób. Wielka miotła, która zmiatała dziesiątki tysięcy istnień ludzkich. Bo nie każdy taką czystkę przetrwał…

Leningrad. Dzisiejszy Petersburg. Miasto o zawiłej historii. Miasto carów. Miasto dekabrystów. Miasto rewolucji. Miasto-bohater. A w tym wszystkim ludzie. Zwykli ludzie. Mieszkający w komunałkach. Zastraszeni. Nie ufający nikomu. Próbujący żyć nie rzucając się nikomu w oczy. Nie prowokując. Wystrzegając się niebezpiecznych rozmów, niebezpiecznych spotkań, niebezpiecznych znajomości. Bo wrogiem ludu może stać się każdy i w każdym momencie.

Nie ukrywam, że właśnie tło historyczne skłoniło mnie do lektury. I nie zawiodłam się.




Katarzyna Olkowicz, Piotr Baran, Serca bicie. Biografia Andrzeja Zauchy

„C’est la vie – Paryż z pocztówki”, „Wymyśliłem Ciebie”, „Jak na lotni”, „Linoskoczek”, „Bezsenność we dwoje” czy „Byłaś serca biciem” i „Czarny Alibaba”. To zaledwie garstka tego, z czym powinien być kojarzony Andrzej Zaucha. Niezwykle utalentowany muzyk, choć samouk. Sprawdzał się wielu różnorodnych repertuarach, nawet tych najbardziej wymagających. Krakowiak. To tu urodził się, i to tu został zamordowany…

Biografia autorstwa Katarzyny Olkowicz i Piotra Barana zaczyna się od końca. Zaczyna się od śmierci Zauchy. Wtedy, w dniu swojej śmierci, Zaucha jest już sławnym i cenionym muzykiem, choć tak naprawdę dopiero się rozkręcał. Nie zdążył rozwinąć skrzydeł w pełni. Jego życie zostało przerwane nagle…

Plusem tej biografii jest to, że autorzy w znacznym stopniu oddali głos tym, którzy Zauchę znali, którzy z nim pracowali, którzy jeździli z nim na muzyczne saksy, którzy spotykali się z nim w krakowskich knajpach, którzy widywali się z nim w teatralnych ścianach. Przyjaciele… Wbrew pozorom nie było ich wielu, a to dlatego, że zdobyć przyjaźń i zaufanie Zauchy nie było łatwo. Co innego zwykła ludzka życzliwość. Tej nie szczędził nikomu. I taki właśnie wyłania się z kart biografii Andrzej Zaucha. Uśmiechnięty, nie narzekający, skory do pomocy, dżentelmen. Człowiek szanujący innych. Otwarty, dowcipny, lubiący dobrą zabawę. Ale też sumienny, pracowity, rzetelny. Niektórzy z jego otoczenia twierdzą, że niepotrzebnie tak bardzo się rozdrabniał, że niepotrzebnie angażował się w tyle projektów naraz. Wiecznie zabiegany, wiecznie zaaferowany czymś nowym, wiecznie spieszący się na spotkania. Kursował między Warszawą a Krakowem. Może, gdyby związał się ze stolicą jego kariera szybciej nabrałaby rozpędu. Może wtedy nie spotkałby na swojej drodze Zuzanny Leśniak. Może nie doszłoby do tragedii. Może…

Ale Zaucha kochał Kraków. To tu wszystko się zaczęło i wszystko się skończyło.

Elżbieta Zaucha. Wielka i jedyna miłość Andrzeja. Andrzej mimo swojego rozrywkowego życia był oddany żonie, która była dla niego wielkim wsparciem. Niestety jej przedwczesna i nagła śmierć zburzyła cały uporządkowany świat Andrzeja. Bo to ona zajmowała się wszystkimi „przyziemnymi” sprawami. Po jej śmierci był rozbity i zagubiony. Ale przecież była jeszcze Agnieszka… Ich córka. A potem w ich życiu pojawiła się Zuzanna Leśniak. Nie chcę nikogo osądzać, i autorzy biografii też tego nie robią… Ba… nawet przyjaciele i znajomi Zauchy nie mówią tego wprost… Ale ta znajomość niestety zgubiła go… I sprawdza się stara jak świat zasada: aby rozpocząć nowy etap w życiu, trzeba najpierw zakończyć stary. Nie da się żyć w rozdarciu. Nie da się żyć w dwóch światach jednocześnie…

Jak dziś potoczyłaby się kariera Andrzeja Zauchy? Czy odnalazłby się w obecnych realiach sceny muzycznej? Czy porzuciłby różnorodność muzyczną i skupił się na jednym repertuarze? Czy jego kariera aktorska by ewoluowała? A może związałby się na stałe z kabaretem? Czy też poświęciłby się jazzowemu repertuarowi? Tego już się nie dowiemy. Niezaprzeczalny jednak jest fakt, że Andrzej Zaucha jest inspiracją dla wielu młodych twórców. I zadziwiające jest to, jak wielu tych młodych twórców zajmuje się zupełnie odmiennymi gatunkami muzycznymi… A może właśnie na tym polega jego fenomen? Wszak sam próbował swoich sił w wielu gatunkach. Nie zamykał się na jeden rodzaj muzyki.

Polecam tę publikację nie tylko fanom Andrzeja Zauchy, ale także tym, którzy jeszcze nie zdążyli go odkryć. Można tu znaleźć nie tylko wiele informacji z życia prywatnego tego fenomenalnego muzyka, ale także ciekawostki, jak wyglądał ówczesny świat muzyczny w Polsce, jak wyglądały kulisy muzycznych festiwali, jak wyglądało zagraniczne tournee w czasach PRL-u, co było przeszkodą w rozwijaniu kariery zagranicznej. No i towarzystwo, które możemy spotkać na kartach tej biografii. Wyśmienite.




Benita Eisler, Pogrzeb Chopina

Benita Eisler w swojej książce prowadzi czytelnika przez najbardziej kluczowe momenty z życia Fryderyka Chopina. I nie skupiła się wyłącznie na jego twórczości artystycznej, ale przede wszystkim na jego relacjach z innymi. Nie pomięła oczywiście najważniejszych punktów kariery słynnego kompozytora i pianisty, ale nie to było dla niej pierwszoplanowe. Kiedy talent Chopina został zauważony? W jakich warunkach tworzył? Jak był odbierany przez innych? Jak poradził sobie na emigracji? Co determinowało jego twórczość? To tylko kilka pytań, na które odpowiedziała autorka.

Tęsknota. Zdaje się, że to jedyna stała emocja, która towarzyszyła Chopinowi przez całe życie. I nawet nie chodzi tu o tęsknotę za kimś konkretnym, a raczej tęsknotę za tym, co utracone. Utracone bezpowrotnie. Tęsknota za Polską, do której już nigdy nie wrócił, choć miał taką okazję, gdy władze carskie ogłosiły amnestię. Tęsknota za Nohant, tym rajem na ziemi, z którego został wygnany. To w Polsce jego talent dostrzeżono bardzo szybko. To cudowne dziecko, któremu należy zapewnić idealne warunki w miarę możliwości, aby tego talentu nie zmarnować. A warunki do najłatwiejszych nie należały i nie chodzi tu jedynie o ograniczenia finansowe. Trzeba pamiętać, że Polska była wtedy pod zaborami, a Warszawa była prowincjonalnym miastem wielkiego Imperium Rosyjskiego. A Nohant? To tu George Sand dwoiła się i troiła, aby geniusz mógł pracować. Tym bardziej, że poważne kłopoty ze zdrowiem były dla Chopina sporym ograniczeniem. To Chopin był tu najważniejszy. Do czasu…

Mimo tego, że Chopin zawsze miał szczęście do ludzi, którzy otaczali go opieką nie potrafił budować prawdziwych i trwałych relacji. I przyznam, że obraz Chopina, który wyłania się z tej publikacji nie wzbudził we mnie sympatii. Chopin to bardzo ekscentryczny egocentryk. Jednym zdaniem mogłabym tak scharakteryzować jego postać. Był bardzo wymagający od innych. Miał duże oczekiwania. Ale co dawał w zamian? Tak, był bardzo wrażliwy i sentymentalny, ale to on zawsze musiał być w centrum uwagi. Kochał luksus, choć nie zawsze mógł sobie na to pozwolić. Był podziwiany, a jego muzyka wzbudzała zachwyt i uznanie, a mimo to stronił od wielkich sal koncertowych. Był niezwykle pożądanym nauczycielem muzyki, choć wydawał się mało przystępnym człowiekiem.

Benita Eisler zwróciła uwagę na jeszcze jeden problem, który wyostrzył się przede wszystkim w emigracyjnym życiu Chopina. Zawsze był od kogoś uzależniony. A przez wiele lat był uzależniony od George Sand. I tej relacji autorka poświęciła najwięcej miejsca w swojej publikacji.

Uważam, że warto sięgnąć po tę książkę, bo skupia się ona przede wszystkim ma portrecie psychologicznym Chopina, co pozwala spojrzeć na niego z nieco innej pespektywy. Chopin wszędzie i zawsze był outsiderem. Nie pasował do miejsc i ludzi, którymi był otoczony. I pewnie on sam nie do końca zdawał sobie sprawę, dlaczego tak jest. Czy to kompleksy wynikające z chłopskiego rodowodu jego ojca? Czy to niedopasowanie, które zawsze towarzyszy geniuszowi? Czy to poważne problemy zdrowotne, które nie pozwalały mu na stuprocentowe wykorzystanie swojego potencjału i swoich sił? Czy to życie na emigracji i oczekiwania innych wobec niego? Czy genezy należy upatrywać wyłącznie w jego dzieciństwie, kiedy po śmierci równie utalentowanej siostrzyczki rodzice Chopina właśnie jego wynieśli do rangi cudownego dziecka, któremu wszystko się należy? Czy to zbytnia wrażliwość? Skąd ta nieumiejętność w budowaniu relacji? Z pewnością wiele czynników miało wpływ na to, że życie Chopina nie zawsze było usłane różami, a wręcz przeciwnie.




Viktoriya Tokareva, Cicha muzyka za ścianą

Cicha muzyka za ścianą to zbiór dwóch opowieści (Cicha muzyka za ścianą, Drzewo na dachu) i czterech opowiadań (A z naszego okna…, Za rzeką, za lasem, Na złość i Dlaczego?). Powieści wywarły na mnie spore wrażenie. Co takiego w nich jest, że nie mogłam oderwać się od czytania? Życie i prawda. Życie nie zawsze mlekiem i miodem płynące. Prawda nie zawsze przyjemna i bezbolesna. Każda sytuacja, którą przedstawiła Tokareva może być rzeczywistą, a opisywane przez nią myśli i emocje - autentyczne. Wszak autorka ma już swoje lata (urodziła się w 1937 roku) i bogate doświadczenie życiowe. Pięknie to wszystko ubrała w słowa. Nadała swoim powieściom potrzebną dynamikę. Stworzyła świat, z którego tak po prostu nie można sobie odejść. Książka dla kobiet napisana przez kobietę.

Cicha muzyka za ścianą.

Ariadna, prościej Ada. Córka śpiewaczki teatralnej i prostego przedstawiciela nowej klasy, którą stworzyła rewolucja 1917 roku. Wnuczka byłych dziedziców majątkowych, a obecnie rolników (wersja babki) i wymuszonych konformistów (wersja dziadka). O dziadkach ze strony ojca wspominać nie warto. Ada, oczko w głowie i matki, i dziadków dorastała w szczęśliwym domu otoczona dobrymi warunkami. Pomyślna teraźniejszość stanowiła wyśmienity początek świetlanej przyszłości. Nie każdy w tamtych czasach mógł dorastać w takich warunkach. Cały świat czekał na nią. A na co czekała sama Ada? Nie wiedziała … Absolwentka filologii, którą studiowali wszyscy ci, którzy nie wiedzieli czym się zająć w życiu. Po prostu zdobędą wyższe wykształcenie, a potem zobaczą. Potem można zostać pisarzem, nauczycielem, dziennikarzem w gazecie. Żona lekarza medycyny. Matka Marika. I znowu wydawać by się mogło, że jej życie to bajka. Ma obrotnego męża, który potrafi odnaleźć się w każdych warunkach, potrafi przynieść do domu niemałe pieniądze i potrafi zapewnić byt swojej rodzinie na nienajgorszym poziomie. Ale … Ona chciała więcej. Rutyna zabija namiętność. A ona chce właśnie namiętności, nowości i niespodzianek. Niespodzianka przyszła sama. Stanęła w drzwiach w dniu jej dwudziestych piątych urodzin. Niespodzianka miała na imię Leonardo, prościej Leon. Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia? Czy to w ogóle była miłość czy tylko pożądanie? Jakaś siła przyciągała ich do siebie mimo, że każde z nich miało swoją rodzinę, a w tej rodzinie dzieci. Każde z nich miało też sporo do stracenia. Ada pewne i spokojne życie u boku męża, statecznego lekarza. Leon pozycję i karierę. Szpiegów KGB obowiązuje surowy regulamin określający sposób życia. Szpieg nie może zostawić swojej żony ot tak! Nic nie jest takie proste. Na dodatek ojciec Ady został zesłany do kolonii karnej. Taki teść nie wygląda dobrze w aktach pracownika służb bezpieczeństwa. Jednak podwójne życie i rola kochanki nie do końca pasowała naszej bohaterce. Trzeba było zrobić decydujący krok i Ada go zrobiła. Tak zaczęło się legalne, wspólne życie Ady i Leona. Namiętny początek, nie bezbolesny czas podejmowania trudnych decyzji i rozbijania dwóch rodzin, szczęśliwe lata wspólnie dzielonych dni. Wszystko układało się pierwszorzędnie. Do czasu. Kiedyś wszystko się kończy i każda sielanka ma swój kres.

W Rosji ster u władzy objął Gorbaczow. Zaczęła się pierestrojka. Dzień i noc zamieniły się miejscami. Zmieniono podręczniki do historii. Zmieniała się nie tylko teraźniejszość, ale także i przeszłość. Nie wszyscy odnaleźli się w nowych realiach. Ada otworzyła własny biznes, którym potrafiła kierować i który przynosił jej duże pieniądze. Leon stracił pracę. Nie odnalazł się w nowej rzeczywistości. Był podobny do dinozaura, który nagle wyszedł z paproci i nic nie rozumie: inny klimat, inna roślinność, wokół niego zupełnie inne zwierzęta.

Gdy Leon umarł Ada nie potrafiła odnaleźć spokoju i szczęścia. Wydawać by się mogło, że miała wszystko. Miała pieniądze, miała piękne mieszkanie w centrum Moskwy, miała wspaniały dom pod miastem, miała syna, z którego mogła być dumna, miała otwartą drogę do życia poza granicami Rosji, nadal miała szerokie perspektywy. Nie miała jednego. Nie miała kogo kochać i kim się opiekować. Nie miała z kim dzielić życia na co dzień. Los jednak nie pozwolił jej długo być samotną. W jej życiu pojawił się Zwieriew … rzeźbiarz, artysta, były dysydent, niegdyś zesłany do Paryża. Gdy pojawił się w podmoskiewskim domu Ady w oczy rzuciło mu się oprawione w ramy zdjęcie mężczyzny. To było zdjęcie jej zmarłego męża, Leona. Zwieriew jakby go znał …

W swojej powieści Tokareva doskonale oddała złożoność życia i złożoność relacji międzyludzkich. W życiorysie głównej bohaterki zgrabnie umieściła fakty z historii byłego Związku Radzieckiego i zmieniające się realia, w których trzeba było znaleźć swoje miejsce na nowo. I koledzy po fachu Leona i Zwieriew w życiu nie pomyśleliby, że kiedykolwiek usiądą przy jednym stole. Każdy do końca trzymał się swojej prawdy i swoich przekonań, ale każdy też zdawał sobie sprawę, że co było, już nie wróci. Nastały nowe czasy i trzeba w nich jakoś funkcjonować obok siebie. Zwieriew po powrocie do Rosji wyrzucał sobie, że wcześniej nie pomyślał o zabezpieczeniu swojej przyszłości. Moskwę opuszczał jako utalentowany rzeźbiarz. Po bilety na jego wystawy ustawiały się kolejki. W Paryżu cieszył się statusem artysty wypędzonego ze swojego kraju, bo miał odwagę przeciwstawić się władzy komunistycznej. Żyjąc w Paryżu nie liczył się z pieniędzmi. Przepuszczał je przez palce jak wodę. Kto by przypuszczał, że wróci do swojej pracowni na moskiewskim poddaszu. Niech to będzie przestrogą dla innych. A Ada … Na pytanie jak to jest możliwe, że najpierw kochała KGB-owca, a teraz kocha obrońcę prawa ma jedną odpowiedź: Kochałam i kocham nie funkcję, a człowieka. Mężczyznę.




Tadeusz Wittlin, Pieśniarka Warszawy. Hanka Ordonówna i jej świat

Kopciuszek dwudziestolecia międzywojennego. Chyba właśnie to sformułowanie wybrałabym, gdybym jednym krótkim zdaniem miała wypowiedzieć się o Hance Ordonównie, a właściwie o Marii Annie Tyszkiewicz z domu Pietruszyńskiej. Urodzona w 1902 roku w rodzinie kolejarza zdołała wypracować sobie status międzynarodowej gwiazdy. A poprzez małżeństwo z hrabią Michałem Tyszkiewiczem w hierarchii społecznej awansowała jeszcze wyżej. Jak ta skromna dziewczyna trafiła na scenę najsłynniejszego teatrzyku przedwojennej Warszawy Qui Pro Quo? Zdawać by się mogło, że los zawsze jej sprzyjał. Najpierw wybór szkoły. Rodzice posłali Hankę do Szkoły Baletowej przy Teatrze Wielkim w Warszawie z czysto prozaicznych powodów. Szkoła zapewniała swoim uczniom bezpłatne śniadania i obiady, co było niezwykle istotne dla małej Hanki, bo w domu nie zawsze był obiad. Później przychodzi czas na debiut w teatrzyku Sfinks. I wtedy również może mówić o sprzyjającym losie, ponieważ w Sfinksie poznaje Karola Hanusza, który pomaga jej w początkach kariery. To właśnie on wymyśla dla niej pseudonim artystyczny, pod którym przejdzie do historii. Ale nie tylko ślepy los kształtuje losy młodej Hanki. Gdyby nie jej determinacja i odwaga nie osiągnęłaby swojego sukcesu. Gdy widzi, że w Warszawie trudno będzie jej się przebić wyrusza na prowincję. Po powrocie do stolicy pomocną dłoń wyciąga do niej ponownie Hanusz. Później Ordonka będzie miała innego protektora, a przede wszystkim wspaniałego nauczyciela, który wydobędzie z niej ukryty dotąd talent. Dopiero wtedy, gdy trafiła pod skrzydła niezwykłego Fryderyka Jarossego zrozumiała jak amatorsko do tej pory działała. Nie zmarnowała swojej szansy i przy nim bardzo mocno rozwinęła swoje sceniczne umiejętności. Dowodem tego może być choćby kontrakt z Qui Pro Quo, z którym związane były takie gwiazdy jak Mira Zimińska, Zula Pogorzelska, Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza, Mieczysław Fogg czy Tadeusz Olsza. Teksy dla Qui Pro Quo pisał nie byle kto, a Julian Tuwim i Marian Hemar. Hanka już jest gwiazdą, którą zapraszają sceny nie tylko warszawskie, ale także paryskie, berlińskie i wiedeńskie. To życie jak w bajce przerywa wojna. We wrześniu 1939 roku dotychczasowy świat runął.

Tadeusz Wittlin tę biografię napisał nieszablonowo, bo nie zachowując chronologii, co absolutnie nie utrudnia czytelnikowi odbioru. Zaczął od pierwszych dni września 1939 roku, gdy cała Warszawa stanęła do obrony. Kolejne jakże smutne spotkanie Tadeusza i Hanki w opuszczonym barze Hotelu Europejskiego, w którym nie tak dawno przecież tętniło życie warszawskiej artystycznej cyganerii. Teraz siedzą przy czarnej kawie i żegnają się. I Tadeusz, i Hanka chcą opuścić Warszawę. Ordonka, po pobycie w więzieniu na Pawiaku, z którego wyciągnął ją mąż, planuje wyjechać do Wilna. Tym samym zyskała kilka miesięcy względnie spokojnego życia. Do czasu aneksji Litwy do ZSRR. Aresztowana przez NKWD została zesłana do łagru w Uzbekistanie. I tego łagru pewnie by nie przeżyła, gdyby nie zbawienny dla tylu zesłanych Polaków układ Sikorski-Majski. Hanka również skorzystała z amnestii i wyruszyła do punktów zbornych Armii gen. Andersa. Do Polski już nigdy nie wróciła. Zmarła pięć lat po wojnie w Bejrucie. Przedtem jeszcze raz miała okazję spotkać się z Tadeuszem Wittlinem, którego poprosiła o napisanie biografii. Gdy ten wyciągnął notatnik, z ust Hanki popłynęła opowieść …

Książka to nie tylko rozbudowany życiorys Ordonki. Książka to świetnie zobrazowana Warszawa dwudziestolecia międzywojennego pełna entuzjazmu, tętniąca życiem po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku. To obraz Warszawy, która w 1920 roku znów musiała stanąć do obrony przed wrogą Rosją Radziecką. To obraz Warszawy zbombardowanej we wrześniu 1939 roku. Książka to wplecione życiorysy niemalże całej ówczesnej bohemy artystycznej, drogi której przeplatały się z drogami Hanki. To świadectwo jak wielką sprawą było tworzenie Armii gen. Andersa na terenie ZSRR. Ileż żyć wtedy ocalało! To nakreślenie długiej drogi do upragnionego celu, do Polski, do której nie wszyscy dotarli. Książka jest niezwykle autentyczna, co nie powinno dziwić, gdyż sam Wittlin był uczestnikiem wielu wydarzeń, o których pisze. Warszawski świat Ordonki znał od podszewki. Ciężki los polskich zesłańców do radzieckich łagrów poznał na własnej skórze, gdy został wywieziony do łagru w Workucie. Nadzieja ocalenia zapłonęła i w jego sercu, gdy skorzystał z amnestii po podpisaniu układu Sikorski-Majski. I tak jak Ordonka też został emigrantem, bo do Polski już nie wrócił.

Książka, którą warto przeczytać. Książka, w której historia podana jest w wyśmienity sposób. Książka, z której emocje aż buchają.





Agata Tuszyńska, Oskarżona. Wiera Gran

Prawdę mówiąc mam problem z tą książką. Agata Tuszyńska, kiedy w końcu udało jej się dobić do Wiery Gran w jej paryskim mieszkaniu, na podstawie rozmów z nią ułożyła życiorys tej znanej niegdyś piosenkarki. I mam wrażenie, że to życiorys utkany bezkrytycznie ze słów samej zainteresowanej. Jaką Wierę Gran poznajemy? To staruszka owładnięta paranoją. Przez lata niszczona, dręczona, podsłuchiwana, okradana… Przez lata szykanowana. Przez lata uwięziona w swoim mieszkaniu, którego ani na chwilę nie może opuścić, bo wtedy znowu wszystko straci…. Tak jest teraz.

A wcześniej? A wcześniej udało jej się wyrwać matkę i siostry z biedy. Bo los się do niej uśmiechnął. Bo ktoś dostrzegł jej talent i dał jej szansę. W dwudziestoleciu międzywojennym z kopciuszka przeistoczyła się w piękną księżniczkę obdarzoną niesamowitym głosem. Była podziwiana i oklaskiwana. Była zapraszana na występy, na koncerty, do filmu (wystąpiła w filmie w języku jidysz -„Bezdomni”). Nie martwiła się o pieniądze. Te, zarobione dzięki śpiewaniu, zainwestowała w dobre mieszkanie, w biżuterię, w futra, w meble… Była niesamowicie szczęśliwa, że dzięki niej życie jej rodziny zostało odczarowane. Ale długo nie nacieszyła się luksusem. Przyszła wojna, która jej wszystko zabrała. Wszystko i wszystkich. Najpierw wyjechała z Kazimierzem Jezierskim na wschód. Byle dalej od Warszawy. To Kazimierz Jezierski roztoczył nad nią wtedy parasol ochronny. I nie pozwolił jej skrzywdzić przez następne lata. Czy go kochała? Nie sądzę. A jednak przeżyła z nim tyle lat…

Gdy w czasie okupacji wrócili do Warszawy Wiera postanowiła razem z matką i siostrami iść do getta. To była jej dobrowolna decyzja. Skąd mogła wiedzieć jaki los czeka warszawskie getto? Skąd mogła wiedzieć, że getto to będzie wegetacja? Skąd mogła wiedzieć, że będzie Umschlagplatz, z którego będą wywożeni do obozów koncentracyjnych? Można zaryzykować stwierdzenie, że mimo wszystko szczęście Wiery Gran nie opuszczało. Nawet w takim piekle, jakim było warszawskie getto. Pracowała. Robiła to, co umiała najlepiej. Śpiewała w artystycznej kawiarni „Sztuka” w getcie warszawskim. Współpracowała ze słynnym pianistą Władysławem Szpilmanem, który akompaniował jej w tejże kawiarni. Przeżyła getto. Przed ostateczną likwidacją getta zdążyła przejść na aryjską stronę. Znów ocalił ją Kazimierz Jezierski. A po wojnie?

A po wojnie musiała nadal walczyć. Tym razem już nie o przetrwanie fizyczne, a moralne i mentalne. Została bowiem oskarżona o kolaborację z gestapo! I choć została oczyszczona z zarzutów temat ten nadal budzi kontrowersje. Kontrowersji zresztą jest sporo. Jej rzekoma współpraca z gestapo. Powojenna kariera zawodowa jej męża. Kazimierz Jezierski był pracownikiem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Jako lekarz brał udział w wykonywaniu wyroków w więzieniu na Rakowieckiej (między innymi był obecny podczas wykonywania wyroku śmierci na rotmistrzu Pileckim). Rzucenie przez nią oskarżenia na Władysława Szpilmana, jakoby ten pracował jako policjant biorący udział w akcji likwidacyjnej latem 1942 roku! Jej życie powojenne to ciąg dalszy gehenny. Nie mogła pogodzić się z ostracyzmem, którego doświadczyła ze strony środowiska artystycznego. Nie potrafiła nigdzie znaleźć spokoju. Ani w Polsce, ani w Izraelu, ani w Paryżu. Odnoszę wrażenie, że nie mogła pogodzić się z karierą powojenną Władysława Szpilmana. Jakże inną od tego, co spotkało ją. Gwoździem do trumny był dla niej film Romana Polańskiego – „Pianista”.

Nie mnie oceniać. Uważam, że nikt z nas nie ma prawa oceniać tych, którym przyszło żyć w takim piekle jak okupowana przez Niemców Polska. Niezależnie od tego, po której stronie muru człowiek się znalazł. Ale… Oskarżenie rzucone przez Wierę Gran na Władysława Szpilmana jest mocne. Tym bardziej, że sama borykała się podobnym oskarżeniem. Czy rzeczywiście tak było? Czy tylko chciała odwrócić uwagę od siebie? Nie będę odpowiadała na te pytania, ponieważ odpowiedzi nie znam. Wiem, że będę ten temat zgłębiać, a książka Agaty Tuszyńskiej to dopiero początek.

Myślę, że warto wspomnieć, że po ukazaniu się tej książki wdowa po Władysławie Szpilmanie i jego syn wytoczyli proces o zniesławienie i autorce, i wydawnictwu. Decyzją sądu fragmenty mówiące o rzekomej współpracy pianisty z gestapo mają być usunięte z kolejnych wydań książki. Autorka musiała także przeprosić i wdowę po Władysławie Szpilmanie, i jego syna Andrzeja.

Jak zawsze pisząc o audiobooku nie mogę zapomnieć o lektorze. Tę książkę czyta Anna Polony. Gdy jej słuchałam nie mogłam wyrzucić z głowy obrazka, na którym Anna Polony siedzi w swoim krakowskim salonie i czyta nam książkę (robi to zresztą doskonale). Kto oglądał serial „Drogi wolności” ten wie, o czym mówię :)





Anthony Burgess, Mechaniczna pomarańcza

To specyficzna powieść. I chodzi tu przede wszystkim o język, którym została napisana. Najpierw odrębny język stworzył Anthony Burgess, a później … tłumacz. Tłumaczenie tej powieści było bezsprzecznie nie lada wyzwaniem, a tego wyzwania podjął się Robert Stiller. Dodam, że warto też przeczytać posłowie. Wersja, którą czytałam to wersja R, a więc sporo tu rusycyzmów. I przyznam szczerze, że dzięki znajomości rosyjskiego czytanie nie było uciążliwe. Do słowniczka zaglądałam sporadycznie. Jeśli ktoś rosyjskiego nie zna, do słowniczka będzie musiał zaglądać znacznie częściej, ale nie ma co się zniechęcać. Zdecydowanie warto włożyć trochę więcej wysiłku w przeczytanie tej powieści. I jeszcze jeden fakt warty podkreślenia. Anthony Burgess „Mechaniczną pomarańczę” napisał w 1962 roku! A główne dylematy są cały czas aktualne.

Przechodząc do fabuły… Całą historię poznajemy z perspektywy głównego bohatera. To on jest jedynym narratorem i to jemu towarzyszymy przez pewien czas. Jesteśmy świadkami jak 15-letni Alex wraz z grupą kolegów włóczy się nocą w poszukiwaniu swojej ofiary. Nie przepuszczą nikomu. Zadając ból, poniżając, gwałcąc odczuwają ekstazę, upojenie, euforię… I nie zawsze muszą być przy tym pod wpływem narkotyków, sączonych niekiedy w osławionym barze… To Alex i jego koledzy są stałymi bywalcami w Korova Milky Bar. To tu odurzają się, to tu snują plany na wieczór, to tu wymyślają kolejne napady i rozboje. Wszak na trunki i narkotyki potrzeba niemałych pieniędzy… I jeszcze na opłacanie sobie alibi… I tak ucieka im dzień za dniem. A raczej noc za nocą… Aż do pewnego incydentu, który był gwoździem do trumny dla Alexa. Wpadł. Najgorzej. Aresztowanie. Sąd. Wyrok. Więzienie…

I gdy część wyroku już odsiedział okazało się, że ma szansę wyjść na wolność o wiele wcześniej. Wystarczy tylko, aby poddał się nowoczesnej terapii. Terapii, która ma wyleczyć go ze zła. Terapii, która ma sprawić, że zawsze będzie wybierał dobro. Terapii, która ma odmienić totalnie człowieka. Terapii Ludovycka. Terapii eksperymentalnej. Ale czy skutecznej? Czy dzięki niej resocjalizacja będzie święciła same sukcesy? Czy w końcu nadejdzie taki czas, gdy zło zostanie zupełnie wyplenione? Czy efekty terapii będą długotrwałe? A co z wyborem między dobrem a złem? Co z podstawowym prawem człowieka do wolności? Czy człowiek, który nie może sam decydować o sobie, a zostaje zaprogramowany, jest człowiekiem wolnym? Czy my, ludzie, mamy prawo odbierać możliwość wyboru drugiemu człowiekowi? Do czego to doprowadzi? Czy nie będzie to z czasem narzędzie służące tylko pewnej grupie ludzi, aby zniewolić innych? A co jeśli to narzędzie dostanie się w niepowołane ręce? Takie oto dylematy natury moralnej… Alex nie zastanawiał się nad tym. Był gotów zrobić wszystko, aby tylko jak najszybciej opuścić więzienne mury.

A gdy już to zrobił… Pojechał do domu. I cóż się okazało? Nie ma już domu. Nie ma dokąd wrócić. Znów włóczył się po mieście, ale zziębnięty, głodny, bez żadnych perspektyw na lepsze jutro. Aż trafił na swoich dawnych koleżków. Jakież było jego zdziwienie…

„Mechaniczna pomarańcza” to rewelacyjna powieść. Powieść poruszająca wiele ważnych tematów. Powieść utwierdzająca nas w przekonaniu, że i dobro, i zło istniało, istnieje i będzie istnieć. I tylko od nas samych zależy, co wybierzemy. Każdy sam musi w pewnym momencie zrozumieć, jak należy postępować. Każdy sam powinien doświadczyć tego potężnego błysku w mózgu jak nasz bohater... Czyżby dorastał?




Komentarze

  1. Po Cabre koniecznie muszę sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! Uwielbiam jego twórczość i cały czas ją odkrywam :)

      Usuń
  2. "Mechaniczna pomarańcza" - widziałem ekranizację. Dawno temu. Do gustu przypadła mi też wyżej wspomniana "Hanka Ordonówna" - te czasy są bliskie mojemu sercu. Pozdrawiam po aktywnym dniu - dziś 34 minuty na zewnątrz, i lektury ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam tych książek, ale właśnie jestem w trakcie czytania innej książki z muzyką w tle. Jest to Bezczelna Melisy Bel.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się takie zestawienie książki i muzyki. Fajny pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cabre jak zawsze niezawodny wirtuoz słowa i opowieści :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muzyka w książkach to niezwykle ciekawy motyw. To sztuka tak ja opisać, żeby czytelnik usłyszał

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kiedyś miał marzenia. Dziś nie ma złudzeń.

Ben Creed, Miasto duchów ZSRR. 1951 rok. Siarczysty mróz. Rewol Rossel wraz ze swoimi kolegami jedzie na miejsce zbrodni. Dlaczego akurat oni? Dlaczego akurat tam? Czy to przypadek czy pułapka? I tych pięć zmasakrowanych ciał… Zacznę od przedstawienia głównego bohatera. On. Rewol Rossel. Kiedyś bardzo dobrze zapowiadający się skrzypek. Dziś milicjant. Kiedyś wróg ludu (wystarczył jeden absurdalny donos). Dziś ściga przestępców. Kiedyś miał marzenia. Dziś nie ma złudzeń. Kiedyś był po uszy zakochany. Dziś znajomości zawiera ostrożnie. Bardzo ostrożnie. Kiedyś był wrażliwym na piękno człowiekiem. Teraz chce przeżyć. Doskonale pamięta wszystko. Przesłuchanie. Tortury. Rzucenie do walki na najgorszy odcinek frontu. I ten głód. Ten potworny głód w oblężonym Leningradzie. A jednak… Kiedy znajduje się w sytuacji, gdy może uratować choć jedno życie nie waha się… Prosi o kolegów. O tych, których ma szansę jeszcze uratować. Muszą tylko rozwiązać pewną zagadkę. Niebezpieczną zagadkę. Kim są lu...

Aktualnie czytam #275

Bernard Minier, Polowanie Od wydawcy: MARTIN SERVAZ WALCZY O HONOR I WŁASNE ŻYCIE Wielokrotnie nagradzany mistrz thrillera powraca z nową powieścią Departament Ariege, jesienna pełnia księżyca. Z pogrążonego w ciemnościach lasu nagle na szosę wybiega jeleń. Jeleń o ludzkich oczach. Odbywa się polowanie, ale celem nie jest dzikie zwierzę. W czasie skomplikowanego śledztwa Servazowi przyjdzie stawić czoło potwornościom rodem z najgorszych koszmarów. Czy walka o słuszną sprawę może usprawiedliwiać czynienie zła? W najnowszej książce mistrz thrillera Bernard Minier mierzy się z szaleństwem naszych czasów: przemocą, zemstą, manipulacją. Polowanie to niezwykle aktualna powieść o życiu przesiąkniętym strachem. Na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu w 2019 roku Bernard Minier otrzymał HONOROWĄ NAGRODĘ WIELKIEGO KALIBRU! Wydawnictwo REBIS Rok wydania: 2021 Liczba stron: 384 Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu. Na blogu znajdziecie kilka słów o wcześniejszych ksią...

Zmiana adresu blogowego

Zapraszam na  https://monikaolgalifestyle.blogspot.com/ Blog o książkach, o filmach, o podróżach, o modzie... Choć nie tylko. Mam nadzieję, że mimo tej zmiany zostaniecie ze mną i będziecie mi towarzyszyć podczas naszej blogowej przygody tak samo, jak do tej pory :)