Ben Creed, Miasto duchów ZSRR. 1951 rok. Siarczysty mróz. Rewol Rossel wraz ze swoimi kolegami jedzie na miejsce zbrodni. Dlaczego akurat oni? Dlaczego akurat tam? Czy to przypadek czy pułapka? I tych pięć zmasakrowanych ciał… Zacznę od przedstawienia głównego bohatera. On. Rewol Rossel. Kiedyś bardzo dobrze zapowiadający się skrzypek. Dziś milicjant. Kiedyś wróg ludu (wystarczył jeden absurdalny donos). Dziś ściga przestępców. Kiedyś miał marzenia. Dziś nie ma złudzeń. Kiedyś był po uszy zakochany. Dziś znajomości zawiera ostrożnie. Bardzo ostrożnie. Kiedyś był wrażliwym na piękno człowiekiem. Teraz chce przeżyć. Doskonale pamięta wszystko. Przesłuchanie. Tortury. Rzucenie do walki na najgorszy odcinek frontu. I ten głód. Ten potworny głód w oblężonym Leningradzie. A jednak… Kiedy znajduje się w sytuacji, gdy może uratować choć jedno życie nie waha się… Prosi o kolegów. O tych, których ma szansę jeszcze uratować. Muszą tylko rozwiązać pewną zagadkę. Niebezpieczną zagadkę. Kim są lu...
Blog o książkach, ale nie tylko.
Pięknie zobrazowałaś ten wiersz zdjęciami kochana.
OdpowiedzUsuńDziękuję za miłe słowa :)
UsuńSpodobał mi się ten post. Pozdrawiam serdecznie :-) .
OdpowiedzUsuńCieszę się :)
UsuńPięknie. Bardzo lubię ten wiersz. :)
OdpowiedzUsuń:)
UsuńPiękne zdjęcia i mądre słowa w tych strofach.
OdpowiedzUsuń:)
UsuńPiękne tło dla słów :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńPoezja to niestety nie moja bajka, ale za to zdjęcia piękne ;)
OdpowiedzUsuń:)
UsuńZakochałam się w tym pierwszym zdjęciu :) Tak wygląda wiosna :)
OdpowiedzUsuń