Jacek Hugo-Bader, Dzienniki kołymskie Droga. Motyw drogi zawsze mnie przekona. I nigdy nie zawodzi. Droga. Z Magadanu do Jakucka. 2025 km. Trakt kołymski. Biegun okrucieństwa. Najstraszniejsza wyspa Archipelagu GUŁAG. Ruska Golgota. Białe krematorium. Arktyczne piekło. Mroźny koncłagier bez pieców. Machina do przemysłowego mielenia mięsa i kruszenia kości. To tylko kilka określeń, które przytacza autor niemalże na wstępie swoich dzienników. Jakby chciał od razu uświadomić czytelnika, że tam, dokąd się wybiera nie ma nic pięknego, ani dobrego. Czyżby? A ludzie? Bo to ludzie są dla niego w tej drodze najważniejsi. Ludzie i ich historie. Reszta to tylko tło. Poputczik. Towarzysz podróży. W drodze można opowiedzieć wszystko. Szczerze. Do bólu szczerze. Bo jakie są szanse, że tego człowieka spotkam jeszcze choćby jeden raz w swoim życiu? W drodze można opowiedzieć swoje życie takie, jakim jest. A można też popuścić wodze fantazji i stworzyć swoją historię od nowa. Można wcielić się...
Blog o książkach, ale nie tylko.