Johannes
Anyuru, Utoną we łzach swoich matek
Mam
problem z tą książką. Gdyby skupić się wyłącznie na treści i formie przyjmując,
że jest to jedynie fikcja literacka, która nie ma i nigdy nie będzie mieć
miejsca w rzeczywistości to lektura jest świetna. Zgrabna narracja, piękny
literacki język, ciekawa fabuła. Ale chodzi też o przekaz i nie do końca pasuje
mi to, co zaproponował autor.
Z
jednej strony jestem w stanie go zrozumieć, ale z drugiej… Niestety autor jest
bardzo jednostronny. Taka jest moja opinia. Nie chcę tu perorować swoich
poglądów, choć do dyskusji skłania ta lektura. W życiu nic nie jest albo
czarne, albo białe. Ludzie, niezależnie od narodowości czy wyznania nie są albo
tylko dobrzy, albo tylko źli. Niby truizm. I częściowo autor to pokazał w
swojej książce. Ale niestety tylko częściowo… Mówi o ciężkich więzieniach, w
których znęcano się nad więźniami. A więźniami byli wyznawcy islamu. Mówi o
eksperymentach przeprowadzanych na tych więźniach. Mówi o strachu i
wykluczeniu. Mówi o tym, że Daesh werbował w swoje szeregi młodych chłopaków
muzułmanów nie mających przyszłości w swojej przyszywanej ojczyźnie. Mówi o
tym, że muzułmanie zawsze będą obywatelami drugiej kategorii w państwach
europejskich. Mówi o braku dialogu. Ale nie mówi praktycznie nic o ofiarach
zamachów terrorystycznych, a zamachowcami byli i są wyznawcy islamu.
Wizja,
jaką Anyuru stworzył w swojej powieści jest przerażająca. Szwecja stała się
państwem totalitarnym i obywatel obywatelowi nierówny. Prawdziwi Szwedzi
stworzyli szereg środków mających na celu pełną kontrolę nad mieszkającymi w
Szwecji muzułmanami. Opis getta, do którego byli przenoszeni szwedzcy
muzułmanie, którzy nie podpisali kontraktu obywatelskiego to istne piekło.
Sektory, warunki mieszkalne poniżej jakichkolwiek kryteriów i uwłaczające wręcz
ludzkiej godności, a do tego szykany na każdym kroku. Nawet w stołówce, gdy
zmuszano ich do spożywania wieprzowiny. Strach, lęk, brak perspektyw na
polepszenie swojej sytuacji. Bohaterce naszej powieści nawet udaje się z tego
getta uciec, ale nie na długo. A konsekwencje tego występku będą poważne. Bo do
ucieczki była tylko wrogiem Szwecji. Teraz jest wrogiem bardzo niebezpiecznym…
Ale
to tylko wizja. To znaczy, że przyszłość może być zupełnie inna. Wystarczy
tylko w odpowiednim momencie powstrzymać pewne wydarzenia. I taką misję ma
nasza bohaterka, która próbuje do tego przekonać pewnego szwedzkiego pisarza
muzułmanina. Ale nie jest to łatwe, ponieważ dziewczyna przebywa w szpitalu
psychiatrycznym dla pacjentów szczególnie niebezpiecznych ze zdiagnozowaną
schizofrenią…
Pojawia
się zatem pytanie czy jeszcze jest szansa na to, aby uniknąć radykalnych
decyzji w przyszłości? Czy wspólna, pokojowa i bezkonfliktowa koegzystencja
ludzi różnych kultur, a przede wszystkim różnych wyznań jest możliwa? Gdzie jest granica tolerancji? Gdzie
jest granica wolności? Gdzie jest granica bezpieczeństwa? Kiedy trzeba
powiedzieć: stop?
Akcja
powieści zaczyna się od ataku terrorystycznego w pewnym klubie na spotkaniu
autorskim. I tu również nieprzypadkowo Anyuru wybrał na bohatera tego spotkania
artystę dość kontrowersyjnego. Artystę, który tworzył karykaturalne komiksy
szydząc z Allaha. Tu też pojawia się pytanie o granice, ale o granice
artystycznej, czy też pseudoartystycznej wypowiedzi. Hamad, Amin i Annika. To
oni w imię Allaha postanowili ukarać niewiernych. Ale w pewnym momencie
wszystko wymyka się spod kontroli.
Utoną we łzach swoich
matek to powieść
trudna, ale potrzebna. Zmusza do refleksji. Stawia niewygodne pytania. Drugi z
głównych bohaterów, pisarz spotykający się z Anniką marzy o tym, aby jego życie
było wolne od strachu. On urodził się już w Szwecji, ale doskonale pamiętał
wieczny niepokój swojej matki. Czy Szwecja w końcu uzna ich za prawdziwych szwedzkich
obywateli? Tego pragnie dla siebie i dla swojej córeczki. Ale czy to jest możliwe?
A może lepiej stąd wyjechać? Niestety zakończenie powieści nie napawa
optymizmem…

Po przeczytaniu Twojej recenzji, wem, że jest to książka, którą każdy z nas powinien przeczytać, także ja, na pewno to zrobię. 😊
OdpowiedzUsuńTo z pewnością książka, której poświęcony czas nie będzie czasem straconym :)
UsuńRzeczywiście nie łatwe problemy porusza ta książka, ale myślę, że warta przeczytania, tym bardziej, że skłania do dyskusji. Pozycja bardzo na czasie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Zdecydowanie tak!
UsuńŁatwo wypowiadać się o tolerancji w drobnych kwestiach, kiedy problemy nie dotyczą nas bezpośrednio. Problem uchodźców, emigrantów, więźniów jest ukierunkowany przez władze. Tak, jak traktowani są muzułmanie w Europie, jest podobne do analogicznej sytuacji chrześcijan w środowiskach odmiennych kulturowo i religijnie. Na pewno warto przeczytać tę powieść, ale ludzie decydujący dzieje losów "innowierców" powinni być analizowane przez polityków i socjologów. A to jest tak nierealne, jak nasz wpływ na sytuację w obliczu ataków terrorystycznych. Jedno jest pewne: Ta książka uczy humanitaryzmu
OdpowiedzUsuńTak, zdecydowanie łatwiej jest wypowiadać się o tolerancji, gdy pozostajemy w sferze teorii.
UsuńLubię pozytywne zakończenia, ale mimo to wydaje mi się, że książka jest wartościowa. Że czas spędzony u jej boku nie będzie stracony.
OdpowiedzUsuńDokładnie tak. Zachęcam do lektury :)
UsuńTolerancja wydaje się prostym słowem, ale rzeczywistość to bardzo obszerna definicja.
OdpowiedzUsuńPodstawowe pytanie o granice tej tolerancji. Czasem tę granicę trudno wyznaczyć.
UsuńNa taką trudną i smutną książkę muszę mieć odpowiedni nastrój oraz dzień.
OdpowiedzUsuńWarto jednak zapamiętać tytuł.
UsuńKsiążka raczej nie dla mnie. Owszem porusza ważną problematykę, jednak ja szukam w literaturze odprężenia :)
OdpowiedzUsuńTo niebawem postaram się zaprezentować coś odprężającego :)
Usuń