Agnieszka
Osiecka, Dzienniki i zapiski. Tom IV. 1953
Od wydawcy:
Osiecka
prowadziła dziennik, bo zależało jej na samopoznaniu i rozwoju osobistym.
Chciała być nowoczesną, znaczącą podmiotowością – taką, która realnie wpływa na
losy świata. Wierzyła, że kiedyś będzie działać poprzez słowo pisane – że stanie
się ważną dziennikarką, pisarką, eseistką, krytyczką. Pragnęła liczyć się,
znaczyć coś dla innych ludzi, wyznaczać innym cele. Nawiasem mówiąc, źle
trafiła, bo jej młodość przypadła na czasy stalinowskiego reżimu. Silny
indywidualizm przysparzał jej w szkole i na studiach niemałych kłopotów. Do przelewania
myśli na papier zmuszała ją także skłonność do autoanalizy. Agnieszka Osiecka
fascynowała się ludźmi oraz procesami interpersonalnymi, ciekawiła ją również
własna psychika. Ubolewała, że współczesność ignoruje indywidualne potrzeby
jednostki – także te wynikające z ludzkiej natury i duchowości. „Wiesz, Misiu,
czasem żal mi nie tylko siebie, ale i całego mojego pokolenia, żeśmy się
urodzili i wychowali w takim Międzyczasie Obyczajowym: Już nie ma Pana Boga, a
jeszcze nie ma komunizmu, nie wiadomo, co wolno, a czego nie wolno, z kim
można, a z kim nie można. Nie ma kryteriów”. „Międzyczasem Obyczajowym” Osiecka
nazywała swoje dzieciństwo, które przypadło na czas okupacji hitlerowskiej, i
swoją młodość, w którą wkroczyła u zarania Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Odwilż, której z kolei doświadczyła jako dwudziestoletnia dziewczyna, choć na
zawsze pozostała dla niej wydarzeniem inicjacyjnym i przełomowym,
przypieczętowała tylko symptomatyczny dla jej pokolenia „brak kryteriów” i
typowe dla jej środowiska „bycie pomiędzy”. „Wiesz, Misiu, kiedy myślę o swoich
romansach, to mi czasem strasznie siebie żal. Boże, ile w tym było
sztuczności!! Szkoda, strasznie szkoda, że wtedy się nie chodziło do
psychoanalizy, tylko do ZMP!! […] Przecież przez całą wojnę mówiło się u nas
tylko „naród i naród”, a przez całe ZMP – „lud i lud”, a dopiero teraz zaczyna
się pojękiwać słowo „psychika” i nawet Mietek Rakowski pochyla się nad swoim
szoferem i powiada: „Pan Dacko ma klimakterium” (a więc analizuje go duchowo, a
nie klasowo, jak go na wsi uczono)” – pisała w 1974 roku w liście do Janusza Minkiewicza.
Wydawnictwo
Prószyński i S-ka
Rok
wydania: 2017
Liczba
stron: 462
Tę książkę
przeczytałam w ramach wyzwania czytelniczego, które zorganizowała Beata.

Lubię teksty Osieckiej, więc z ciekawością poszukam tej książki:)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)
Ja z tego samego powodu sięgnęłam po jej dzienniki :) Pozdrawiam!
UsuńDzienników Osieckiej wprawdzie nie czytałam, ale czytałam "Na zakręcie" - Agnieszka Osiecka we wspomnieniach.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Ja z kolei nie czytałam "Na zakręcie". Kiedyś i po tę publikację sięgnę. Pozdrawiam!
UsuńNie czytałam jeszcze niczego Osieckiej, ale muszę to nadrobić.
OdpowiedzUsuńZachęcam! Tym bardziej, że w dziennikach Osieckiej widać, jak ważny jest dla niej człowiek z jego psychiką i jak ważna była dla niej autoanaliza samej siebie. Pozdrawiam!
UsuńTo musi być fascynująca lektura.
OdpowiedzUsuńTak, i z pewnością sięgnę po kolejne tomy. Pozdrawiam!
Usuń