Elżbieta
Cherezińska, Saga Sigrun
Niestety
jestem dość mocno rozczarowana tym audiobookiem. Zarówno jeżeli chodzi o samą powieść,
jak i o lektora. Po przesłuchaniu Ja
jestem Halderd Saga Sigrun wypada
blado. Dlaczego? Niby tak samo, jak w przypadku przywołanej już Ja jestem Halderd świat średniowiecznej Norwegii
poznajemy z perspektywy kobiety. Mało tego, obie panie są sąsiadkami i tak jak
Sigrun mogłam poznać przy opowieści o Halderd, tak teraz Halderd mogę poznać z
opowieści o Sigrun. Ale one są tak różne! Mimo tego, że obie w podobnym wieku
poślubiły jarlów Północy. Mimo tego, że ich codzienność podczas nieobecności mężów
wyglądała podobnie… są tak bardzo różne. Jak ogień i woda, jak dzień i noc, jak
biel i czerń. Mi do gustu zdecydowanie przypadła Halderd.
Nie polubiłam Sigrun. Nie polubiłam jej naiwności i
wiecznych obaw o Regina. Nie polubiłam jej czasem wręcz histerycznych przejawów
zazdrości. Nie polubiłam jej zamartwiania się… Przecież miała wszystko. Jej
małżeństwo z Reginem okazało się świetnym wyborem. Jej mąż był jej przyjacielem
i wyśmienitym kochankiem, na którego czekała z utęsknieniem. Jej życie pełne
było dostatku materialnego. Pochodziła z zamożnej rodziny i weszła poprzez
małżeństwo z Reginem do równie możnego domu. W każdym domu była kochana i
doceniana. Miała dwoje zdrowych dzieci. Upragnionego syna i niezwykłą córkę.
Choć przyznam, że wywołującym najbardziej mocne emocje był wątek początkowej bezdzietności
Sigrun. Współczułam jej. Razem z nią przeżywałam niepokój, dlaczego bogowie nie
dają jej dzieci. Tymczasem, gdy Halderd wydała na świat już czterech synów… Naprawdę
rozumiałam jej decyzje, kiedy postanowiła udać się na bagna do Urd po wróżbę…
Wtedy Sigrun była prawdziwa. A później…
W
tej powieści przewija się sporo wątków, które poznałam już wcześniej słuchając Ja jestem Halderd (słuchałam jak się
okazało w odwrotnej kolejności, ale większego znaczenia to nie ma … przynajmniej
dla mnie). I to było bardzo interesujące… poznawać te same wydarzenia, ale z
zupełnie innej perspektywy. Tym razem także poznajemy życie wikingów. Rytm tego
życia wytyczają wyprawy mężów oraz czekanie żon. Czekanie na szczęśliwy powrót
i zajmowanie się codziennymi sprawami. Wszak trzeba o wszystko zadbać, wszystkiego
dopilnować, aby móc godnie witać powracających z wypraw, z wojen… Cherezińska
znów oczarowała mnie plastycznością opisów surowej norweskiej przyrody, ale też
rozczarowała mnie… opisem scen miłosnych Sigrun i Regina. Było ich zdecydowanie
za dużo i czasem były wręcz żenujące i niesmaczne. Nie jestem osobą pruderyjną
i nie mam nic przeciwko, aby w literaturze były opisywane zbliżenia miłosne, ale w tym
przypadku ilość i jakość tych opisów wręcz mnie drażniła. Bo nie wszystkie są
subtelne i zmysłowe. Niestety… w ogólnym odbiorze tej powieści jestem jednak na
nie.
Oczywiście
nie zmienia to faktu, że nadal będę sięgać po powieści Cherezińskiej z
nadzieją, że był to jedynie incydent. Bo ze wszystkich poprzednich spotkań z
twórczością tej autorki jestem bardzo zadowolona.

Niestety nadal nie przekonałam się do audiobooków, ale widzę, że tym razem, niewiele tracę. 😊
OdpowiedzUsuńTym razem tak, ale to mój pierwszy przypadek (póki co) takiego rozczarowania. Audiobooków proszę nie skreślać :)
UsuńDlaczego ktoś wydał powieść o wikingach a ja o tym nie wiem? Toż ludy pogańskie - wikingowie, celtowie, słowianie - to moja najulubieńsza rzecz pod słońcem. Dobre czy nie, natychmiast lecę przegrzebać katalog biblioteczny - a jak nie znajdę to najbliższą księgarnię!
OdpowiedzUsuńEdit: jest pierwszy tom w bibliotece, czekam w kolejce, 20 sierpnia będę czytać. Mam nadzieję, że nie zrazi mnie do serii zanim wezmę się za ten lepszy, drugi tom :)
O, to Cherezińska powinna zostać Twoją ulubioną autorką :) Jest zafascynowana wikingami i to widać w jej powieściach :)
UsuńO tym cyklu nie słyszałam, a że lubię skandynawskie sagi może sięgnę w przyszłości :)
OdpowiedzUsuńWarto o niej pamiętać. Mimo tego rozczarowania :)
UsuńJa nie mam zbytnio zacięcia do audiobooków. Szybciej idzie mi przeczytanie książki.
OdpowiedzUsuńAudiobooki słucham tylko w samochodzie :) Bardzo dużo jeżdżę i jest to dla mnie świetna alternatywa.
UsuńSzkoga, że się rozczarowalas
OdpowiedzUsuńNiestety i tak czasem bywa. Choć i tak rzadko to się zdarza :)
UsuńNiestety czasem przychodzi rozczarowanie... mam nadzieję, ze będzie ich jak najmniej i tego Ci życzę :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
UsuńMIejmy nadzieję, że to faktycznie jakiś jeden nieudany epizod. ;)
OdpowiedzUsuńTego się trzymam :)
UsuńOj to zupełnie nie mój świat... Mam nadzieję, że więcej się tak nie rozczarujesz;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
https://subjektiv-buch.blogspot.com/
Trudno, czasem i rozczarowania bywają :)
Usuń